Zapłacimy za metamorfozę rolnika?

„Rolnik szuka żony” to program, który dawno przerósł najśmielsze oczekiwania włodarzy Telewizji Polskiej. Zdarzało się, że ponad 4 miliony Polaków decydowało się zasiąść przed teleodbiornikiem by zobaczyć matrymonialną misję telewizji publicznej. Uczestnicy pierwszej edycji zdążyli już porobić niezłe kariery, co tylko wzmogło zainteresowanie kolejną edycją (podobno stoły w TVP uginały się od listów z propozycjami dla nowych kandydatów i jednej kandydatki).

Najciekawsze jest jednak to, że w naszym swojskim show-biznesie największą popularność zyskała osoba, która akurat w programie żony nie znalazła. Rolnik Adam Kraśko zamiast zrazić do siebie widzów tym jak potraktował swoją kandydatkę (o której nawet stworzył piosenkę disco-polo) nadal jest na świeczniku. Zaś swój status potwierdził zostając gwiazdą skaczącą do wody, a może raczej wpadającą do basenu.

Dla każdej telewizji w kraju Adam Kraśko może być łakomym kąskiem. Nie dość, że widzowie chcą go oglądać i to on zawyża widownię niektórych programów, to jeszcze w porównaniu z innymi gwiazdami godzi się na w miarę przystępną gażę. Po prostu stosunek zarobku z SMS-ów w stosunku do wydatków jest w wypadku jego zaangażowania w produkcję więcej niż zadowalający (a jeszcze dochodzą reklamodawcy).

Z czym przede wszystkim kojarzymy Adama Kraśkę? Na pewno z jego wyglądem (w tym otyłością) i niezaprzeczalnym urokiem osobistym (nie udaje przed kamerami kogoś kim nie jest). Jednak teraz wszystko może się zmienić. Oto pan Adam ryzykuje utratę swojego wizerunku z powodu nowego programu telewizyjnego.

Przygotowywana jest seria opowiadająca o najróżniejszych zabiegach medycyny estetycznej. Jej bohaterem ma być rolnik i to na nim zaprezentowane będą różne operacje plastyczne oraz odsysanie tłuszczu. Decyzja o tym co zostanie poprawione panu Adamowi przed kamerami należy do niego. On sam zyska nie tylko nowy wygląd za darmo, a nawet za kosztowne operacje zapłaci mu telewizja.

Jaka telewizja? Podobno Telewizja Polska. To właśnie ta informacja wydaje się być z tego wszystkiego najbardziej szokująca. Pieniądze abonentów wydane zostaną na kilkudziesięciotysięczne operacje rolnika, który może dopiero po nich znajdzie żonę. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że całość to tylko typowa plotka lub prima-aprilis w maju, bo w innym wypadku takim jednym głupim programem telewizja publiczna może pozbawić sensu wprowadzania przymusowej opłaty audiowizualnej.