„Surprise, surprise” tak ma się nazywać nowy program telewizji Polsat, który zobaczymy już wiosną. W chwili obecnej trwają jeszcze poszukiwania głównych bohaterów show, którzy zostaną zaskoczeni przez swoich bliskich i nie tylko. Czego jednak mogą się spodziewać widzowie?
Zasadniczo czegoś pomiędzy „Wybacz mi”, „Mamy Cię”, a „Nasz nowy dom”. „Surprise, surprise” to show, w którym zwykli ludzie wyrażają swoją wdzięczność osobom, które w jakimś momencie ich życia wyjątkowo im pomogli. Z tym, że ci drudzy nie wiedzą co ich czeka (możliwości są nieograniczone może to być np. spotkanie swojej ulubionej gwiazdy, odnowienie znajomości, specjalna piosenka, czy żart telefoniczny). Także przyszykujcie się na pewno na wzruszenia.
Oczywiście nowy program rodzi też wątpliwości. Jedna z nich to właśnie stwierdzenie o nowości. Tak naprawdę mówimy bowiem o brytyjskim formacie, który po raz pierwszy pojawił się w telewizji ITV już w 1984 roku (potem była przerwa w nadawaniu i powrót w 2012). Może więc będzie czymś nowym w Polsce, ale uzależnianie od niego powodzenia wiosennej ramówki Polsatu, może być co najmniej ryzykowne (szczególnie po klapie w stylu „Celebrity splash”).
No właśnie „Celebrity splash”, „Hell’s kitchen”, a teraz „Surprise, surprise”. Czyżby powoli polskim stacjom brakowało odwagi, aby zdecydować się na polską nazwę programu. „Niespodzianka, niespodzianka” nie brzmi może idealnie (mail zgłoszeniowy do programu ma człon „niespodzianki”), ale przynajmniej jest zrozumiały dla osób starszych i nie kaleczy naszego słownika. Wcześniej próbowano przynajmniej zachować pozory dzięki dopiskom: „Dancing with the stars. Taniec z gwiazdami”, czy „Must be the music. Tylko muzyka”, a teraz to już wszystko na „legalu”.
Tak czy siak „Surprise, surprise” będzie już trzecią próbą Polsatu na zawojowanie sobotniej godziny 20-tej. Biorąc pod uwagę wyniki oglądalności i liderowanie w nich tej stacji, to jeden z niewielu niezdobytych przez nią bastionów. Dlaczego więc miałby się udać? Cała nadzieja w tym, że zobaczymy prawdziwych ludzi i prawdziwe historie, które nie tylko ścisną za serce, ale i zmotywują innych do pomaganiu sobie nawzajem. Jednak póki nie zobaczymy pierwszego odcinka trudno będzie stwierdzić, czy wszystko nie zostanie za bardzo wyreżyserowane.
