Że niby kto?

Że niby kto?

Andrzej Koziński. Na tym powinienem chyba skończyć opis. Chyba, bo ile dobrze rozumiem piszę o gwieździe pierwszej świeżości. Osobie, którą zna w Polsce prawie każdy i którego życiem osobistym interesują się jedne z największych mediów w naszym kraju. Czy więc jest ze mną coś nie tak gdy do tej pory o tym pewnie bardzo sympatycznym Panu nigdy nie słyszałem?

Jakoś tam przez przypadek trafiłem wczoraj na portalu Super Expressu na artykuł pod tytułem „Gwiazdor disco polo wziął ślub! Wesele jak z disco bajki”. Myślę sobie no dobrze, skoro to tak ważny news, to czemu nie kliknąć. Nawet nie miałem zamiaru czytać, zapewne rzetelnie przygotowanego tekstu dziennikarskiego na ten temat, więc ukradkiem spojrzałem tylko na tytułowe zdjęcie. No i szok. Ewidentny podpis „foto: materiał prasowy”!

Nie archiwum prywatne, nie jakieś tam ukradkiem robione zdjęcia przez ukrytego paparazzo, tylko materiał prasowy. Ewidentnie więc ktoś próbuje jakieś tradycyjne polskie wesele i osobę kojarzoną pewnie w swoim środowisku, szerzej wypromować. No i nie byłem w błędzie.

Krótkie sprawdzenie informacji w najpopularniejszej wyszukiwarce i dowiaduje się jaka to w ogóle była podbudowa pod efekt końcowy (wesele). Na początku miesiąca „Wiemy ile będzie kosztować wesele” (dla ciekawskich 80 tysięcy pewnie też dzięki kryształom Swarovskiego na sukni ślubnej). Później bardzo ważny tekst „Andrzej Koziński uczy się tańczyć przed ślubem”. Na innych portalach nie lepiej: „Wielkanoc spędzili razem” (w zeszłym roku), „Andrzej Koziński. Odlicza dni do ślubu”, „Andrzej Koziński podpadł teściom”, czy „Piękny ślub gwiazdora disco polo”, „Ach co to był za ślub”, oraz „Ślub w Klasztorze” (czyli są Polacy, których to rzeczywiście interesuje).

Nie mam pojęcia czy tak dobrze działa agent gwiazdora, czy on sam, ale dzięki tak szeroko zakrojonej promocji wreszcie i do mnie dotarło, że ktoś taki w ogóle istnieje. Także pogratulować młodej parze, choć może jestem po prostu zbyt tradycyjny myśląc, że takie elementy życia człowieka powinny być bardziej rodzinne, niż medialne. No chyba, że jest się rzeczywiście celebrytą najwyższego kalibru, któremu płacą za zdjęcia ze ślubu, prawdopodobnie bez potrzeby rozsyłania ich jako informacja prasowa.