Powiedzenie o tym, że w życiu są dwie pewne sprawy podatki i śmierć znają prawdopodobnie wszyscy. A jednak od co najmniej kilku lat większości społeczeństwa udaje się unikać jednego z podatków, czyli abonamentu radiowo-telewizyjnego. W komentarzach czytamy, że skoro Tusk powiedział kiedyś o jego likwidacji, to znaczy że nie trzeba płacić (tyle, że umowy słowne nawet przez telefon nie są już obowiązujące, no i kiedy to było).
Teoretycznie na abonamencie najwięcej tracą więc ludzi starsi i osoby uczciwie go opłacający. Jednak w ostatnich dwóch latach nastąpił wzrost wpływów finansowych na media publiczne. Czyżby Polacy przekonywali się do abonamentu? Nie, po prostu bardziej skutecznie wyszukiwani są dłużnicy.
Za dłużnika uznaje się natomiast osobę, która jeszcze nie tak dawno płaciła i wyrejestrowała swoje odbiorniki oraz o dziwo ludzi, którzy teoretycznie są zwolnieni z opłaty (tyle, że nie dopełnili formalności i nie odwiedzili poczty w celu wypełnienia oświadczenia). I tak niektórym niewidomym, głuchym (chyba według idei, że jedni posłuchają radia, a inni pooglądają telewizję!), rencistom, emerytom (powyżej 75 lat) naliczane są kary i nadal muszą płacić na radio i telewizję. Marginalny problem? No nie do końca, bo takich osób uzbierało się w całej Polsce prawie 800 tysięcy.
W senacie dopiero co był pomysł abolicji dla takich osób. Jednak był częścią projektu opozycji więc po głosowaniu zniknął tak szybko jak się pojawił. Za to nadal doczekać się nie można obiecywanej przez rząd opłaty audiowizualnej. Ta zakłada, że płacić na media publiczne będą musieli w zasadzie wszyscy i co roku słyszymy, że prace nad nią trwają.
W taki sposób jak zwykle jesteśmy w tyle za Zachodem. Podczas gdy u nas wspomina się o bezwzględnym nakazie płacenia, tam coraz więcej ludzi przekonuje się do tego, że taka idea jest niewłaściwa. A świecić przykładem może Szwajcaria i tak często wspominani w kontekście polskiego abonamentu Niemcy.
W Szwajcarii w czerwcu ubiegłego roku zdecydowano, że po 5 latach powstanie coś podobnego do opłaty audiowizualnej. Wszyscy mają płacić i koniec (najciekawszy wydaje się być abonament dla firm wynoszący nawet 39 tysięcy euro rocznie). Teraz jednak ostateczną decyzję podejmą obywatele. 91 tysięcy podpisów wystarczyło by przygotować referendum w tej sprawie (co nie jest niczym zaskakującym biorąc pod uwagę tamtejszą demokrację).
Niemcy to wzór w kontekście abonamentu, gdyż w zasadzie całe społeczeństwo uczciwie i regularnie go płaci (niektórzy są z tego zwolnieni). O ile jednak do tej pory każdy robił to z obowiązku i nie miał żadnych pretensji teraz coś się zmienia. Dawno zebrano już 0,5 mln podpisów ludzi domagających się likwidacji opłaty. Powód dla wielu jest prozaiczny, tam media publiczne dostają za dużo pieniędzy (7,5 mld euro rocznie)! To pozwala na utrzymanie 22 stacji telewizyjnych i 67 radiowych (nie wspominając o ogromnej liczbie pracowników). Dlatego może warto również u nas rozważyć jedną z propozycji niemieckich ekspertów, czyli abonament w zależności od tego co oglądamy (plus dofinansowanie z budżetu państwa).
