Telewizja Puls na dobre zadomowiła się wśród najpopularniejszych stacji w naszym kraju. Wszystko dzięki dobremu zarządzaniu i inwestycjom w ramówkę. Tak naprawdę sukces zawdzięczają serialom i filmom , część z nich to nawet premiery w otwartej telewizji (np. „Arrow”, „Hanibal”), a inne to lubiane przez widzów i znane produkcje (np. „Zbuntowany anioł”, „CSI: Los Angeles”). Teraz znowu mają świetny pomysł. To znaczy ruszają z premierami filmowymi w momencie gdy największe stacje kończą swoje jesienne hity (np. dzisiaj „Django”).
Jednak Pulsowi cały czas czegoś brakuje. Poszukiwana jest jakaś formuła, czy też przełomowy format pozwalający na dobre powalczyć z największymi (w chwili obecnej najbliżej pokonania jest TVN7, bo do czwartej TVP2 potrzeba prawie trzy razy większej oglądalności niż obecna). W tym momencie to się udaje, ale tylko przez moment (np. film „Szybcy i wściekli 5” nie dał rady tylko TVN’owi). Tym przełomem ma być inwestycja własna w program rozrywkowy.
I tutaj zdaniem „Presserwisu” ma nim być właśnie „Big Brother”. Choć na razie włodarze Pulsu odpowiadają: „Bez komentarza”. To możliwe, że po prostu sondują czy powrót reality show z domu wielkiego brata miałby sens i co powiedzą na to widzowie oraz komentatorzy?
Pierwszy Big Brother w Polsce był najpopularniejszy. W 2001 w holenderski format, nawiązujący pośrednio do „Roku 1984” Orwella, zainwestował TVN. Stacja sprawiła, że Polacy stali się podglądaczami i tak naprawdę dyskurs w tamtym czasie zdominował tylko ten program. Był to więc kolejny przełom w naszej telewizji, ale i przekraczanie następnych granic prywatności.
Byli tacy, którzy wykupywali dodatkowy abonament, by zobaczyć nieemitowane materiały, bez cenzury. A o sprawie słynnej wanny szkoda gadać. Za to bohaterowie stali się z miejsca gwiazdami (do tej pory widać ich nawet w polityce). Tym samym „Big Brother” w naszym kraju wpłynął na dwie kwestie. Stworzył pojęcie celebrytów oraz zainteresował redakcje możliwością wykorzystania paparazzi i śledzenia gwiazd.
Czy jednak wszystko było naturalne? Nie do końca. Kolejni bohaterowie polskich edycji programu, przyznają się bowiem, że kazano im odgrywać role. Przez co byli bardziej wyraziści, a także np. najmniej lubiani bo tacy mieli być lub fragmenty ich wypowiedzi właściwie montowano. Do tego dochodzi kwestia umów z TVN’em, na podstawie których uczestnicy musieli np. jechać na otwarcie jakiegoś supermarketu, a gdy dostali poważną ofertę pracy uzyskać zgodę stacji (nie mówiąc o procencie dzielenia się zyskami). Za to o tym co działo się w domu wielkiego brata nie mogli zdradzić mediom przez kilka lat.
Po trzech edycjach TVN’owskich nieudaną próbę wskrzeszenia programu podjęła TV4. Mieliśmy tu nawet serię z gwiazdami, ale to też nie pomogło odnieść większego sukcesu. Tym samym Telewizja Puls musi się poważnie zastanowić, czy „Big Brother” to właściwy wybór? No i co mogliby w nim zmienić, żeby widownia, w chwili obecnej, już uodporniona na podglądanie i elementy nagości, znowu zdecydowała się na oglądanie tego formatu?
