Walka z Internetowym piractwem czasem może pójść po prostu za daleko. Właśnie przekonało się o tym słynne amerykańskie studio filmowe Warner Brothers.
Studio postanowiło ostatnio zaangażować firmę Vobile, by ta przygotowała listę adresów stron Internetowych, na których można nielegalnie trafić na filmy Warner Bros. Kolejnym krokiem było już zgłoszenie takiej listy do Google, tak aby wskazanych adresów nie można było znaleźć w najpopularniejszej wyszukiwarce na świecie.
Do tego momentu wszystko wydaje się logiczne. Firma walcząca o swoje prawa autorskie, chcąca nie tracić finansowo na działaniach piratów. Jednak gdy przyjrzymy się temu jakie strony znalazły się na tak dokładnie przygotowanej liście, to będziemy przynajmniej trochę zaskoczeni.
Zakazane okazały się być bowiem nie tylko strony z torrentami, gdyż ręka sprawiedliwości dosięgnęła także legalne sklepy Internetowe (m.in. Amazon), wielką bazę branży filmowej (IMDb) i przede wszystkim serwisy stworzone przez studio Warner Brothers.
Przyznacie, że absurdem jest sytuacja, w której Warner Bros nakazuje Google usunąć z wyszukiwarki swoje oficjalne strony takich filmów jak „Matrix” (dokładnie wszystkich trzech części), czy „Mroczny rycerz”. Ba podejrzewa te strony o piractwo.
Całe szczęście, że chociaż w Google pracują jeszcze na tyle inteligentni ludzie, że postanowili przed wprowadzeniem w życie, listę wnikliwie przejrzeć. To oni zapobiegli całkowitej kompromitacji studia Warner Brothers, nie usuwając legalnych linków, tylko te rzeczywiście pirackie.
Najlepiej przecież usunąć wszystkie materiały promocyjne o filmach, uznać, że Google wspiera piractwo, całkiem zlikwidować Internet i liczyć na marketing szeptany lub reklamy telewizyjne. Owszem piractwo Internetowe należy piętnować i tu myślę, że wszyscy się zgadzamy, ale po prostu są granice zdrowego rozsądku w tej nierównej walce. Bo morał tej historii jest krótki i wszystkim znany. Chciwy dwa razy traci. Bo choć stron nie usunięto, to o całej sprawie dowiedziały się miliony Internautów.

