Jak myślicie kto ma rację. Znana i szanowana na całym świecie stacja telewizyjna, czy anonimowy Internauta, jej telewidz? Wydawać by się mogło, że odpowiedź jest jasna, ale w obecnych czasach, przy niesamowitej wierze w portale społecznościowe i dziennikarskiej zasadzie kto pierwszy ten lepszy, nie można mieć już takiej pewności.
CNN nie trzeba nikomu przedstawiać. W końcu to amerykańska informacyjna stacja telewizyjna. Natomiast już nick solikearose do całej tej historii był całkowicie anonimowy. Teraz jednak po dziennikarskim śledztwie wiemy, że to mieszkanka Bostonu, jak nie trudno się domyślić o imieniu Rose. Zwykły telewidz, który chciał obejrzeć nowy odcinek bardzo znanego programu kulinarnego z udziałem Antony’ego Bourdain.
Jednak w trakcie 30 minut programu, zamiast popisów kulinarnych na ekranie telewizora Rose pojawił się ostry film pornograficzny. Wszystko oczywiście podpisane w elektronicznym przewodniku po programach jako CNN i „Antony Bourdain: Parts unknown”. Czyli w sumie jakieś nie tak znane części pokazano, ale nie o to w tym wszystkim chodzi.
Rose zareagowała szybko. To znaczy zrobiła zdjęcie swojego ekranu telewizora i opublikowała w sieci na Twitterze. Oczywiście omawiając całą sytuację i krytykując nadawcę. Ponieważ informację tę przekazali dalej inni Internauci, szukające sensacji media zaczęły tworzyć artykuły na ten temat.
Jeszcze póki pisały o tym niszowe redakcje, to problemu nie było. Jednak do korowodu najszybszych dziennikarzy dołączyli także ci, od których profesjonalizmu i sprawdzenia źródła, a może przede wszystkim zebrania komentarza u źródła, wymagamy. Mowa o chociażby New York Post, The Independent, czy Variety. Ważniejsza przecież była tylko szybkość reakcji i sensacja, która niewątpliwie z tym tematem się łączy.
Najwidoczniej bowiem łatwiej coś najpierw napisać, uwierzyć jednej Internautce i wyssać z palca np. że więcej niż 300 tysięcy widzów miało porno seans, zamiast CNNu. Potem tylko zrobi się edycję z komentarzem prawdziwym, a czytelników mamy więcej.
Okazało się bowiem, że Rose była prawdopodobnie jedyną osobą, której dotyczył ten problem. Nikt inny go nie zauważył, nawet operator kablowy udostępniający sygnał CNN, który mógł być w tym wypadku winny, zaprzeczył całej sytuacji. Być może więc była to tylko awaria tego jednego dekodera, albo wymysł telewidza (Pani Rose jest jednak pewna tego co zobaczyła i podobno posiada więcej zdjęć ekranu).
Smutne to jednak jak wygląda kondycja dzisiejszego dziennikarstwa. W którym od prawdziwej informacji liczy się taka, która lepiej się sprzeda, albo więcej osób na nią kliknie. Nie można przecież poczekać na zbadanie sprawy, tylko trzeba pisać póki można na tym coś zarobić. No, a news wielka mistyfikacja, brzmi gorzej od wielka stacja omyłkowo puściła porno.

