Igrzyska w Soczi nieopłacalne dla TVP

Należy się cieszyć, że Telewizja Polska w ramach swojej misji pokazuje zmagania sportowców na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi. Dlaczego? Bo wszystkie wskaźniki finansowe mówią jedno. Emisja takich zawodów jest nieopłacalna. A co za tym idzie nie wyobrażam sobie, żeby jakakolwiek stacja prywatna mogłaby się zdecydować na pokazanie ich bezpłatnie na swojej antenie w takim wymiarze.

Można było zawsze mówić o tym, że prawa do pokazywania tak wielkiej imprezy TVP ma zapewnione przez uczestnictwo w Europejskiej Unii Nadawców, czyli EBU, ale nie tym razem. Po raz pierwszy bowiem MKOL zdecydował się na pośredników (w tym wypadku znany w naszym kraju Sportfive). To spowodowało, że cena za transmisję olimpiady była większa niż zakładano (nieoficjalnie ponad 15 milionów euro). ludzi zapomina też o tym, że jest to jedynie kwota początkowa, do której trzeba doliczyć inne wydatki związane z przygotowaniem studia, zarobkami pracowników (nie tylko tych przed kamera i komentatorów), a także np. przelotami reporterów. Ile z tej kwoty może się zwrócić? Niewiele.

Jedyna możliwość to zarobek z reklam. Te co jakiś czas pojawiają się podczas przerw w transmisji i zmian anteny. Aby zwróciło się jak najwięcej pieniędzy postawiono na model sprawdzony przy okazji Euro 2012. Mam na myśli to, że dla najważniejszych wydarzeń przeprowadzono licytację dla reklamodawców. Ci, którzy zaoferowali najwyższe kwoty byli pierwsi lub ostatni podczas bloków ze spotami reklamowymi. Najważniejsze z punktu widzenia nadawcy było jednak to, że cała oferta reklamowa została sprzedana.

Jeśli chodzi o koszt reklamy, to najwyżej wyceniono oczywiście rywalizację skoczków narciarskich. 30 sekund reklamy w przerwie pierwszego olimpijskiego konkursu było warte od 66 do 71 tysięcy złotych (drugiego „tylko” 58 tys). Niższe, ale nadal wysokie kwoty padają przy okazji ceremonii otwarcia (50 tysięcy) i zamknięcia Igrzysk (48 tysiący). Zaskakująco dużo reklamodawcy musieli zapłacić za spoty podczas rywalizacji slalomu gigant. 26 tysięcy dziwi, gdyż w konkurencji tej żadnych szans nie mają reprezentanci naszego kraju. Podczas gdy 3 tysiące mniej kosztowały reklamy podczas biegów narciarskich z Justyną Kowalczyk. Tutaj wytłumaczeniem może być to, że jej starty pokazuje Dwójka.

Trochę pieniędzy Telewizja Polska uzyska także od sponsorów i telewizji sportowej, która odkupiła część licencji i pokazuje chociażby pewne zawody freestylowe i mecz hokeja. Sytuację polepsza też stacja TVP Sport i niedawno stworzona wersja HD tego kanału. To zawsze dodatkowa szansa na reklamy, jak i pieniądze od operatorów kablowych i satelitarnych, które posiadają ją w ofercie. Telewizję publiczną mogą cieszyć dobre wyniki oglądalności (zarówno kanału sportowego, jak i np. ponad 11 milionów ludzi, którzy włączyli TVP na skok Stocha), ale te nie zawsze przekładają się na wymiar finansowy.

Wystarczy prześledzić statystyki z poprzednich Igrzysk Olimpijskich. Najwyższą średnią oglądalność miały zawody w Atenach i Turynie po 2,2 miliona (pomogły na pewno europejskie godziny rozgrywania wszystkich konkurencji). Na tych pierwszych wpływy TVP wyniosły 30,9 miliona złotych, a drugich 19,7 mln. To pokazuje również, że większą szansę na zwrócenie się ma inwestycja w transmisje Igrzysk letnich. Te z 2012 z Londynu dały wpływy 38,1 miliona złotych, a zimowych z Vancouver 33 miliony. Biorąc pod uwagę, że tym razem padnie nawet kwota zbliżona do tej najwyższej to i tak Telewizja Polska będzie co najmniej drugie tyle na minusie. A to pokazuje, że TVP wypełniło swoją misję i nie patrząc na pieniądze postawiła na pokazanie najważniejszych zimowych rozgrywek sportowych, z udziałem Polaków za darmo (bo należy pamiętać o Internetowym serwisie TVP, gdzie bezpłatnie obejrzymy wszystkie transmisje).