Nie dawno ze swoim 22 letnim prowadzaniem „The Tonight Show” pożegnał się Jay Leno. Komik, którego program cały czas przyciągał rzeszę oddanych widzów przeszedł oficjalnie na emeryturę. Ale czy tak było? Za pewne nie do końca, bo bardzo często stacjom telewizyjnym zależy na znalezieniu kogoś, kto zagwarantuje wyższą widownię. A tą zdobywa się trafiając do młodych.
Dlatego na całym świecie widoczna jest zmiana warty w mediach. Dane oglądalności często są nieubłagane. Jednak najważniejsza dla właścicieli stacji jest kategoria widzów 18-49 lat, czyli ta na której zależy reklamodawcom. To właśnie takie myślenie sprawia, że legendy telewizji są wręcz zmuszane do rezygnacji z powadzenia programów. Jeśli chodzi o Jay’a Leno, to możemy i tak mówić o wysokiej kulturze jego dotychczasowych pracodawców. Otóż pozwolono jemu na program, w których oficjalnie pożegna się z widzami. Ale nie wszystkie pożegnania przeprowadzone są tak kulturalnie.
Niestety od razu na myśl przychodzi przykład Polski. Zaraz po transformacji ustrojowej nastąpił bowiem proces odsuwania starszych, legendarnych dziennikarzy z ich dotychczasowych stanowisk. A pożegnania kończyły się często w sposób nie właściwy. Stanisławę Ryster zwolniono z TVP po 30 latach. Bardziej dotkliwe było jednak to, że nie powiedziano jej dlaczego zostaje zwolniona, a także nie dano szansy na ostatnie spotkanie z widzami na wizji. Z Krystyny Loski również zrezygnowano w połowie lat 90-tych. Powód to na pewno możliwość czytania informacji z prompterów, a nie z kartki i zastąpienie osób zapowiadających program autopromocją. No i wcześniej wspomniani reklamodawcy. Kolejny przykład Bogumiła Wander, która zrezygnowała jednak sama w 2003 roku, gdy jej program nie otrzymał funduszy na realizację.
Jak widać nie wypadamy więc dobrze jeśli chodzi o kulturalne pożegnanie się z pracownikami mediów. A przecież wielu wyjątkowo znanych dziennikarzy z dawnych lat na pewno np. w telewizji nadal by się przydało. Co mam na myśli? Na pewno służyliby doświadczeniem dla młodego „narybka”. Narzekałem już na poziom dziennikarstwa. Jednak nie może dziwić to, że bez starszego pokolenia, które widziało co to znaczy telewizja tworzona dla ludzi, a nie dla reklamodawców, to młode błądzi. Jak? Otrzymując często gotowe tezy do opracowania w materiale, albo będąc w dobrej znajomości z politykami mają problem z obiektywnością.
Co pozostaje? Może przykład Larego Kinga. Wielka legenda amerykańskiego dziennikarstwa po zwolnieniu z CNN (także za niewystarczającą oglądalność) postanowił nadal tworzyć swój program. Tak nadal możemy go oglądać w „Lary King Now”. Postawił na o wiele mniejsze media i Internet. Co ważne zaprzeczył decyzji stacji, że nie jest już lubiany przez widzów. Jeśli chodzi o Polskę to wyżej wspomniane pożegnania mogą dziwić. Bo dotyczą telewizji publicznej, dla której oglądalność powinna być ostatnim wskaźnikiem, na który należy patrzeć. Może więc powinien więc powstać oddzielny niszowy program (nawet nie tworzony przez TVP), w którym znaleźlibyśmy największe gwiazdy dziennikarstwa z tamtych lat, wsparte o młodych. Dlaczego? Bo przecież podstawą wykształcenia kiedyś było dorastanie w gronie mistrzów. A niestety z takim rozwiązaniem trzeba się spieszyć, bo prawdziwych legend telewizji jest wśród nas niestety coraz mniej.
