Mówimy nie dla pay-per-view

Od jakiegoś czasu na naszym rodzimym rynku medialnym korzystamy z rozwiązań znanych z USA. Mowa oczywiście o pay-per-view. Od wprowadzenia tej usługi aby obejrzeć ciekawe wydarzenia sportowe nie wystarcza już umowa z operatorem. Oprócz miesięcznej opłaty należy wydać dodatkowe pieniądze na pojedyncze transmisje, które zamiast na dostępnych nam kanałach pojawiają się na powstających okazjonalnie i dodatkowo kodowanych.

Pomimo, że problem takiego pokazywania sportu znają już prawie wszyscy, to nadal nie brakuje kolejnych transmisji w tym systemie. Na początku wszystko było jasne. Kto zapłaci np. 40 zł za walkę bokserską? Większość była przekonana, że wystarczy sprzeciw przeciwko pay-per-view. Skoro bowiem ustalimy, że nie będziemy płacić to w końcu koszty organizacji transmisji będą większe jak jej zyski. A jednak mimo próby takiego zorganizowania za każdym razem zadowalająca liczba ludzi jednak decyduje się na wykupienie dostępu do danego wydarzenia.

Nie chodzi tu już o to, że być może są to zakupy składkowe. Bo w sumie przecież transmisje kupić jeden sąsiad, a innych na nią zaprosić (co teoretycznie jest nielegalne, ale się zdarza). Oprócz tego istnieją osoby, które dokonują zakupu po to, by „puścić” sygnał w sieci i zarabiać na reklamach reemitując transmisję (co jest już całkowicie nielegalne). Najgorzej z tymi, którzy po prostu z własnej woli, dla siebie samego chcą zobaczyć dobry sport i zaoszczędzone pieniądze wydają na te maksimum kilka godzin wydarzenia.

W pay-per-view mieliśmy już boks, mieszane sztuki walki, piłkę nożną, czy tenis. Najgłośniejsza była właśnie kwestia reprezentacji Polski w piłce nożnej. Dwa pierwsze spotkania poprzednich eliminacji były tylko w dodatkowo płatnym systemie (20 złotych). Wtedy podniósł się słuszny lament w związku z tym, że według ustawy takie mecze powinny być udostępnione wszystkim za darmo. Spraw ucichła, bo i transmisje wróciły do TVP. Teraz kolejne eliminacje pokaże Polsat, który twierdzi, że wszystkie mecze Polaków będą na jego ogólnodostępnej antenie.

Jednak zastanawiające może być pojawienie się badań właśnie w związku z tym. Ponad 68% ankietowanych stwierdziła bowiem, że spotkania powinna transmitować TVP, jako telewizja publiczna. Jedynie 10% było przeciwnego zdania. Ale najważniejsze z punktu widzenia widza było przepytywanie o pay-per-view. Dzięki czemu nadawcy wiedzą już, że aż 8% byłoby w stanie wydać 60 złotych za jeden mecz. Dla 10% nie byłoby problemem wyjęcie z portfela 40 złotych (co ciekawe to suma najczęściej pojawiająca się np. podczas najbliższej gali KSW). 25% stać na wydatek 20 złotych. Jednak już 66% byłoby za transmisją za 5 złotych.

Mam nadzieję, że są to badania tylko poglądowe i nie sugerują powrotu w przyszłości pay-per-view w związku z reprezentacją Polski. Ale przecież z góry widać jaka powinna być właściwa cena transmisji w tym systemie. Jeśli rzeczywiście pozostaniemy przy około 40 złotych to czy producent zarobi więcej niż jakby miał znacznie większą widownię po 5 złotych? Nie, ale może tu chodzi o kwestię ekskluzywności produktu, że niby droższe jest lepsze i prędzej to kupimy. Nie wiem, ale jedno jest pewne, odpowiedź z badań Pentagon Resarch jest taka, że albo nie będzie pay-per-view, albo będzie bardzo opłacalne za 5 złotych. Na koniec tylko jedna kwestia. Już samo przygotowanie transmisji pay-per-view powinno wyglądać tak, żeby istniała zgoda między wszystkimi operatorami. Bo nie może być tak dalej, żeby coś było dodatkowo płatne, a i tak dostępu do tego nie miały setki potencjalnych konsumentów.