Na wyborach najwięcej zarobił Polsat!

Dla wielu ważna jest oglądalność wieczoru wyborczego. Jednak to nie na ogłoszeniu wyników sondaży się zarabia. Szansą dla stacji telewizyjnych, rozgłośni radiowych, gazet i porali internetowych są reklamy wyborcze, w których zarówno partie, jak i kandydaci starają się jak najlepiej zaprezentować.

Oczywiście są metody reklamy darmowej, za pomocą której i tym razem skorzystało wielu kandydatów. Wystarczy stworzyć wyjątkowo niestandardowy plakat, czy hasło wyborcze. Czasem śmiać się ze swojego nazwiska, a innym razem zwyczajnie zrobić z siebie głupka. Ważne żeby mówili. No i rzeczywiście są kandydaci, których pomimo że startowali w wyborach samorządowych, zapamięta cała Polska.

Prawie codziennie ich podejście do reklamy wyborczej pokazywane było w mediach. Czyli wyrobili sobie nazwisko, co w tym wypadku jest wyjątkowo istotne. Niestety obecnie już w zasadzie nikt nie czyta programów wyborczych. Jak do skrzynki przychodzą ulotki to segregujemy je tylko ze względu na nazwę partii (zostawiamy lub do kosza), a na karcie do głosowania też najpierw sprawdzamy co to za ugrupowanie. Nie mówiąc już o tym, że najczęściej stawiamy krzyżyk przy tzw. „kandydacie jedynce”.

W taki sposób mamy dychotomię pomiędzy tym jak reklamuje się partia, a jak poszczególni kandydaci w telewizji. Ugrupowanie ma dużo pieniędzy i często eksponuje osoby, które nie startują w wyborach, a nim rządzą (poza tym przekaz ma być krótki i jasny). Gdyż tu najważniejszy jest prestiżowy wynik na całą Polskę. Zaś zwykli kandydaci są wtedy jakby na uboczu (poza mediami lokalnymi). Szczególnie Ci, którzy nie wywalczyli dobrego miejsca na liście. Stąd właśnie logiczna walka o bycie zauważonym, o szansę pomimo słabego miejsca startowego.

Telewizja Polska ustawowo musi pokazywać audycje komitetów wyborczych. Już w ostatnich wyborach nadawca chciał to zmienić. Nie dość, że oddawana jest część drogiego czasu antenowego, to jeszcze widz po takim bloku rzadko wraca do emitującej go stacji. Bo zainteresowało go już coś w kanałach konkurencyjnych.

Mimo wszystko TVP też trochę na wyborach zarobiła. Szacuje się, że 821 tysięcy. W tym wypadku chodziło o reklamy poza pasmem audycji wyborczych. To znaczy np. po Wiadomościach. Jednak gdyby sprzedawano też blok bezpłatny Telewizja Polska wzbogaciłaby się o co najmniej milion złotych.

Rekordzistą tym razem okazał się Polsat. Stacja (nie licząc rabatów) na reklamach partii zarobiła 1,98 mln złotych. Tak naprawdę nie ma się w tym wypadku czemu dziwić. Po pierwsze mówimy o kanale wyjątkowo uniwersalnym. To znaczy takim, na którym nie ciążą oskarżenia (nie zawsze prawdziwe) faworyzowania jakiegoś ugrupowania. A po drugie Polsat przez ostatni rok osiągał bardzo dobre wyniki oglądalności (przede wszystkim liderował w bezpłatnej naziemnej telewizji cyfrowej).

Jednak najważniejsze dla wielu mediów jest to, że w sporej części kraju będziemy mieli drugie tury. A to oznacza szansę na kolejny zarobek. Ja z tych wyborów najbardziej zapamiętam jedną z Internetowych stron lokalnych, w której ze względu na ilość banerów z kandydatami nie mogłem znaleźć poszukiwanego artykułu. Przeczytać go można było dopiero po przewinięciu strony na sam dół. Co tylko pokazuje, że nie zawsze warto w taki sposób się reklamować. Bo widząc taką ścianę twarzy i nazwisk najczęściej nikt nie przykuje naszej uwagi. W takim wypadku można było oszczędzić pieniądze i wydać je na śmieszny plakat, to może i w TVP by o nas mówiono.