„Najważniejszą osobą decydującą o oglądalności telewizyjnej biegów jest obecnie Justyna Kowalczyk”. Te słowa dyrektora marketingu Światowej Federacji Narciarskiej Jurga Capola, po zaledwie roku i trzech miesiącach brzmią dla nas zupełnie inaczej. Wtedy norweska dominacja nie była jeszcze aż tak widoczna. Polscy widzowie gwarantowali przecież sporą oglądalność, a do tego dochodzili Niemcy ciekawi rywalizacji jednej zawodniczki przeciw całej silnej reprezentacji. Kilka lat temu Tour de Ski notował średnio 14 milionów widzów na całym świecie, rok temu 7, a teraz … było jeszcze gorzej.
Rachunek wszędzie jest prosty. Im większe sukcesy odnoszą reprezentanci poszczególnego kraju tym więcej kibiców w takim państwie zasiada przed telewizorem, by śledzić najróżniejsze rozgrywki. I rzeczywiście ponad milionowa oglądalność każdego etapu, w kraju zamieszkiwanym przez 5 milionów ludzi to potwierdza. Zaś u nas kibiców sprzed ekranu ubywa, gdyż w tym roku polskim sportowcom zimowym wyraźnie nie idzie.
Najwięcej traci oczywiście Telewizja Polska, która przecież przegrała przetarg na pokazywanie skoków i biegów narciarskich z Eurosportem. Po czym licencje na pokazywanie ich przez kolejne lata w ogólnodostępnej telewizji od tej stacji odkupiła (był nakaz KRRiT dotyczący dostępu ogólnopolskiego). Teraz ówczesny zarząd może tej decyzji trochę żałować.
Tour de Ski z Justyną Kowalczyk w 2015 roku śledziło średnio 2,72 mln widzów. W tym roku gdy nasza zawodniczka walczyła bardziej ze swoimi słabościami niż rywalkami, oglądalność spadła do zaledwie 1,24 mln (czyli prawie do pułapu całej o tyle mniej zamieszkanej od nas Norwegii). Turniej Czterech Skoczni w skokach narciarskich tracił średnio 1,5 mln widzów na każdym z zawodów. Tym samym tradycja rodzinnego zasiadania przed ekranem podczas skoków staje się coraz rzadsza, a wszystko po tym gdy z formą walczy dwukrotny Mistrz Olimpijski Kamil Stoch. Tak naprawdę jedynym wartym odnotowania wynikiem w tym sezonie był weekend w Zakopanem (dość udany dla naszych skoczków). Polskie zawody przyciągnęły ponad 6 mln widzów (jednak marne to pocieszenie dla TVP, które te konkursy i tak miała pokazywać bez licencji Eurosportu, bo jest ich realizatorem).
Choć to trochę smutne (bo przecież zawodnicy, którym nie idzie potrzebują kibiców jeszcze bardziej w trudnych momentach), to taka jest rzeczywistość. Pod sukcesem podpisać się chce przecież każdy, a gdy nie idzie lepiej ponarzekać, poprzeklinać i opuścić zawodnika w potrzebie. Tak naprawdę jednak dla telewizji obecna oglądalność nie jest jeszcze takim problemem. Gorzej może być za rok, bo wtedy reklamodawcy będą negocjować o wiele niższe ceny przy transmisjach dyscyplin zimowych, a straty zaczną być rzeczywiście zauważalne. Natomiast obecność chociażby biegów narciarskich na liście ważnych wydarzeń sportowych KRRiT trzeba będzie w którymś momencie rozważyć (bo zmuszanie telewizji do pokazywania czegoś co kibiców już tak interesuje nie jest najlepszym pomysłem).

