Nowe gorsze od starszego?

Zapewne każdy już zapomniał jak to jest żyć bez Internetu. Co więcej młodzież w ogóle nie może sobie wyobrazić, że taka rzeczywistość istniała. Jednak ostatnie wydarzenia pokazują, że coraz większe skomputeryzowanie i stawianie na usługi, czy też działania w 100% Internetowe nie jest idealne.

Jeszcze kilkanaście lat temu nikt by nie miał pretensji do Państwowej Komisji Wyborczej. Ba czekałby z uśmiechem na ustach na ostateczne wyniki wyborów. Chociażby dlatego, że nie korzystano ze skomplikowanych systemów komputerowych, a ręczne przeliczanie głosów dawało wręcz pewność uczciwości (nie mówię tu o głosowaniach z PRLu gdy w zasadzie wszystko było jasne wcześniej).

A teraz musimy się martwić, że tu było za mało kart do głosowania, bo zawinił system, a w ogóle to w dobie Internetu wyniki głosowania powinny się pojawić najlepiej o północy tego samego dnia. No i jeszcze próby hakerskie. Całość pokazuje, że działanie (nazwijmy je) „analogowe” (w domyśle ręczne liczenie) nie musi być gorsze od cyfrowego.

Wyobraźmy sobie teraz inną sytuację. Na jakiś następnych wyborach zaryzykowalibyśmy głosowanie komputerowe w lokalach. Coś co jest sprawdzone w niektórych krajach (np. USA i Estonii). No i po kilku latach ktoś odkryłby błąd systemu. I co zrobić ze wszystkimi decyzjami nieprawidłowo wybranego rządu? Na myśl tą naprowadzić może amerykański film („Człowiek roku”) gdzie prezydentem zostaje kandydat tylko dlatego, bo w nazwisku ma dwie litery „b”, co powoduje awarię systemu i jego wygraną. Obawiam się tylko, że u nas mogłoby to się stać naprawdę (zresztą co do ręcznego liczenia głosów przez 36 dni niektórzy w Ameryce nadal twierdzą, że Kerry wygrał z Bushem).

Jaki jest więc problem w odchodzeniu od poprawnie działających, choć trochę anachronicznych metod (jak ręczne liczenie głosów)? Bo komuś się spieszy, albo bo w innych krajach już mają nowsze metody. Wprowadzanie wszystkiego należy przecież rozpocząć od dokładnych testów. A dla tego systemu używanego przez PKW testem była dopiero niedziela. Może ktoś powinien wcześniej powiedzieć jasno, że jest za mało czasu i najlepiej nie narażajmy się na śmieszność i nie ryzykujmy operacji na otwartym sercu.

W PKP Intercity nie lepiej. Po ogłoszeniu biletów na Pendolino nie można przez Internet kupić żadnego biletu (także z TLK). Można pójść do kasy biletowej. A tam sprzedadzą go po którejś próbie, bo system blokuje nadal nawet komputery kasjerek. Podczas gdy kiedyś po prostu zapłaciłbyś, wypisaliby bilet ręcznie i po kłopocie. Dlatego nowe nie zawsze jest lepsze od starego. A nawet jeśli jest to nie znaczy, że coś nie może się popsuć. Bo innowacje należy umieć wprowadzać z głową.