Nie wiem czy wiecie, że w komunistycznych Chinach postanowiono w tym roku nie odnawiać akredytacji dziennikarzom, jeśli Ci nie zdadzą przygotowanego, pośrednio przez władze, a bezpośrednio przez cenzorów, testu.
Dziennikarze pytani są więc m.in. o ideały, zasady i wypowiedzi przewodniczącego tamtejszej Partii. Sam pomysł „made in China” jest z wielu powodów radykalny, ale w pewnym sensie nie taki głupi. Nie miałbym zamiaru przekładać go na polski grunt, ale założenie testowania dziennikarzy jest już słuszne. Często pojawiają się komentarze o kryzysie dziennikarstwa w naszym kraju. Pracują bowiem nowi „żurnaliści”, którzy zaraz po studiach, albo nawet ich jeszcze nie mając, występują w mediach.
Sam poziom dziennikarstwa to pochodna kilku czynników. Z jednej strony mamy dziennikarzy, którzy pamiętają jeszcze pracę w komunistycznych mediach, ale tych coraz bardziej odsuwa się od stanowisk. Pomimo ideologii posiadają oni jednak coś więcej. Chodzi o kulturę prowadzenia programów, której teraz tak często brak. Z drugiej strony zaraz po 1989 koniunkturę wyczuły często osoby, które z powodów ideologicznych, ale jednak, nie studiowały jako takiego dziennikarstwa. Czyli masa tzw. „naturszczyków”. Ta młoda krew zdobyła jednak od razu dobre stanowiska, gdy wielu starszych odchodziło lub byli właśnie odsuwani (oraz z powodu dużego popytu w powstających nowych mediach). Co więcej otrzymali zaufanie widowni, czytelników. A teraz to często oni praktycznie uczą „nowy narybek”.
Jakie są według mnie główne błędy obecnego dziennikarstwa. Po pierwsze zdawkowe informowanie. Bardzo rzadko podaje się źródło badania, a coraz rzadziej większe szczegóły meczu poza wynikiem. Po drugie „przekrzykiwanie się”. Nie daje się dojść do głosu rozmówcy, bo my musimy już w trakcie jego wypowiedzi zadawać kolejne pytanie. Po trzecie sugerowanie, które charakteryzuje się tzw. „stand upem” (podsumowanie sprawy za widza na końcu materiału). Następnie podstawowe zasady kultury i gonienie za sensacją (łamiąc przy okazji zasady moralności). To wszystko pojawiło się w moich myślach w kilka sekund, a są nawet inne problemy, często przygotowanie merytoryczne i znajomość języka polskiego. Tu jednak wytłumaczeniem są ogólnie dostępne promptery, podczas gdy kiedyś wszystko opierało się na kartce i włączonej kamerze. Tym samym i przygotowanie do niewątpliwej służby, jaką jest dziennikarstwo było lepsze.
Dlaczego więc nie zrobić ogólnonarodowego testu dziennikarzy? Przynajmniej będziemy mieli pewność, że w mediach informują nas najlepsi z najlepszych. Owszem problemem byłoby przygotowanie pytań oraz wybór kontroli, dlatego ja tylko rzucam pomysł, a wykonanie przecież może być zupełnie inne. Bo podstawą powinno być powstrzymanie kryzysu współczesnego dziennikarstwa.
