Programy z telefonami od widzów, czyli dzwoni Jarosław

Zmotywowany ostatnim telefonem Jarosława z Warszawy do TV TRWAM, postanowiłem napisać kilka słów o programach telewizyjnych, które dają swoim widzom możliwość wypowiedzenia się na antenie. Oczywiście zdarzają się programy z SMS-ami, ale te o wiele łatwiej skontrolować przed emisją niż telefony na żywo.

Zagranicą na tego typu audycje mówi się „phone-in”. Nie dziwi również to, że korzystają z nich stacje telewizyjne w zasadzie z całego świata (od USA, przez Wietnam do Nigerii). Pierwowzorem dla telewizji, w tej materii, było oczywiście radio.

Za jeden z pierwszych programów z telefonami na żywo uznaje się „What are they up now?” . Emitowany od 4 lutego 1968 roku w BBC Radio Nothingham. Zresztą w BBC już więcej podobnych audycji nie ma, gdyż wycofano je w 2007 roku. Problemem okazała się być korupcja, a może raczej niewłaściwe rozdysponowywanie pieniędzy z charytatywnych akcji telefonicznych.

Programy z telefonami należy podzielić na kilka rodzajów. Po pierwsze telefony do teleturniejów z nagrodami na żywo. Tutaj najczęściej trzeba rozwiązać jakąś zagadkę (np. ułożyć równanie matematyczne przekładając zapałki, czy wymyślając zwierzę na „k”). W tym wypadku dla producentów liczą się tylko pieniądze. To znaczy mamy podaną kwotę za minutę z Vat (lub za samo połączenie) i najczęściej na antenę dopuszcza się byle kogo (stąd pojawiające się później w Internecie wpadki z przekleństwami).

Po drugie programy mające za zadanie pomóc widzom. Przykładem może być „Magazyn Ekspresu Reporterów”, w którym w trakcie emisji pracują telefoniści rozmawiający nie tylko z osobami chcącymi przedstawić swoją trudną sytuację (proponując temat na nowy reportaż), ale i chcącymi pomóc bohaterom obecnego odcinka. Akurat w tym programie telefony te nie trafiają na wizję (jedynie SMS-y), ale zagranicą zdarza się, że przy okazji dyskusji dotyczącej zdrowia (obalenia pewnych mitów) rozmowy telefoniczne pojawiają się na antenie.

No i trzecia forma najbardziej przypominająca hyde park. Tutaj każdemu powinno pozwolić się na wypowiedzenie swojego zdania. W tym wypadku mam na myśli np. „Bez ograniczeń” na Superstacji (gdzie także zdarzają się śmieszne sytuacje jak wyznanie miłości prowadzącemu). Bowiem już „Szkło kontaktowe” to podobna formuła, ale już moderowana (bo niektórzy bywają odrzucani przed wejściem na antenę, np. legendarny Edward ze Szczecina).

Podobne rozwiązanie stosuje także telewizja TRWAM w „Rozmowach niedokończonych”. Tak oto wróciliśmy do telefonu Jarosława z Warszawy, który chwalił kandydata na prezydenta Andrzeja Dudę. Całość można potraktować jako bardzo nowatorski element kampanii wyborczej.

Choć warto zwrócić uwagę na to, że programy z telefonami widzów w sprawach politycznych były już wykorzystywane w niewłaściwy sposób. W 2005 roku w Republice Zielonego Przylądka pytano telewidzów o to na kogo chcieliby zagłosować. Ponieważ jedna z partii otrzymała największe poparcie, audycję retransmitowano miesiąc później (niestety ktoś taką mistyfikację zauważył). Dlatego póki czegoś podobnego nie zrobi Telewizja TRWAM nie mam nic przeciwko telefonom od najróżniejszych ministrów (w końcu w Hongkongu do podobnego programu dodzwonił się minister finansów), czy premierów, którzy mogą przecież, podobnie jak widzowie, mówić to co chcą.