Rolnik szuka żony stał się nudny. Teraz Adam szuka Ewy

Pisałem już raz o programie amerykańskiej telewizji (VH1), promującym nagie randkowanie. Do tematu jednak warto wrócić, bo polska TLC właśnie zaczęła emisje show „Adam szuka Ewy”, który wbrew pozorom jest jeszcze bardziej kontrowersyjny.

Show pojawiło się na antenie holenderskiej RTL 5 jeszcze pół roku wcześniej, niż jego amerykański odpowiednik. No i różni się głównie tym, że nie ma tu żadnej cenzury, czyli zakrywania/ rozmazywania pewnych części ciała (w USA jedna z uczestniczek podała producentów do sądu gdy przez chwilę na ekranie było widać więcej, co jak widać dla Holendrów nie jest problemem).

Scenariusz programu jest taki, że uczestnicy zjawiają się nadzy na jednej z wysp na Pacyfiku, dokładnie Mogo Mogo (dobrze, że nie Bunga Bunga). Na początku są tam we dwójkę, a w połowie odcinka dołącza do nich trzecia osoba lub kolejne (tak aby decydujący mężczyzna lub kobieta mogli zdecydować kogo wolą bardziej). Całość dopełnia kwestia surwiwalowa, bo randkowicze sami mają sobie poradzić na wyspie np. ze zdobyciem pożywienia, czy budową szałasu. Zaś randka ma zasadniczo wyglądać normalnie poza zauważalną nagością. Natomiast gdy para przypadnie sobie do gustu to mogą zdecydować się na kolejne spotkanie po zakończeniu części właściwej programu, ale tym razem o dziwo już w ubraniu.

Ze względu na kwestię nagości show pokazywany jest w polskiej telewizji o godzinie 23. Za granicą program reklamowany był jako wyjątkowy eksperyment. Jednak wbrew pozorom został przyjęty dość chłodno. Być może Holendrzy widzieli już naprawdę wszystko (bo przecież przekraczali granice telewizji nie raz), bo dla jednej z gazet był to po prostu kolejny program z randkami, a na nagość w zasadzie nie zwracano tam uwagi. Ba aby zwiększyć oglądalność reklamowano jeden z odcinków jako „Ewa szuka Ewy”, więc i Adam może być zbędny.

Ciekawić mogą tylko ewentualne wyniki oglądalności, bo pokażą czy Polski widz jak zwykle łyknie haczyk. Jeśli tak będzie to nawet Polska edycja tego programu mnie już nie zdziwi (w końcu produkowany jest on też przez stacje w Hiszpanii i Niemczech), tyle że u nas to pewnie będzie jeszcze z „gwiazdami”.