Świeżo pachnące e-booki

W 2014 roku najczęstszym prezentem jaki znajdowaliśmy pod choinką była książka. Badań z dopiero co zakończonych Świąt Bożego Narodzenia jeszcze nie ma, ale domyślam się, że również tym razem wielu z was ma obecnie co czytać. Być może niektórzy czytelnicy i fani nowoczesnych technologii otrzymali nawet czytnik książek elektronicznych lub zbiór nowych książek do poczytania właśnie na nim. Jednak trudno porównać je do publikacji prosto z drukarni. Możliwość dotyku papieru i poczucia zapachu nowej książki jest przecież nie do podrobienia. Albo inaczej wydawało się, że jest nie do podrobienia.

Dotychczasowe przyciemnianie obrazu na czytnikach lub wybór tła przypominającego papier książkowy to nic w stosunku do tego co zaproponowała firma Smell of Books, która dosłownie jak jej nazwa, oferuje nam zapach prawdziwej książki z drukarni i nie tylko. Wystarczy zakupić od nich specjalny rodzaj dezodorantu, którym spryskamy czytnik e-booków i gotowe.

Już teraz w Internecie dostępne jest 5 rodzajów zapachów. Najdroższy to ten dopiero co kupionej książki (29 dolarów), a płacąc jedynie 4,99 dolara nasz czytnik zapachnie jak chrupiący bekon prosto z patelni (to akurat nie wiem czy dobry pomysł zważywszy na ewentualny apetyt naszego czworonoga). Pośrednio mamy też za 7 dolarów zapach książki od kogoś odkupionej, a za 10 starą książkę prawie z czasów Szekspira (lub jak kto woli Shakespeare’a) albo zapach jak z romansu Jane Austin.

Całość brzmi jak żart i dokładnie tak to doniesienie i działalność amerykańskiej firmy traktuję. Przecież nic nie zastąpi nam tradycyjnej książki, a zapach bekonu nadaje się prawie do wszystkiego, ale na pewno nie do biblioteki. Zastanawiające jest również to czy przypadkiem za dużo nie psikając na czytnik elektroniczny, zwyczajnie go nie uszkodzimy (wilgoć, zaparowana szyba i tak dalej). No, ale przecież trzeba iść z duchem czasu więc niedługo pewnie i skaleczymy opuszek palca o lekko ostrzejszą krawędź czytnika e-booków, a jego warstwa zewnętrzna będzie chropowata, pokryta tekturą czy czymś podobnym (dla lepszej faktury dotyku). Tylko po co kombinować by coś wirtualnego zmieniać w rzeczywiste, gdy to rzeczywiste istnieje i ma się dobrze. Dlatego w zasadzie jedynym zrozumiałym dla mnie wytłumaczeniem może być oszczędność papieru (problem w tym, że środowisko naturalne bardziej zanieczyścimy tymi dziwacznymi dezodorantami i rozkładającą się elektroniką).