Choć często słyszymy o kwestii coraz szybciej zbliżającej się śmierci tradycyjnej telewizji to różne badania przeprowadzane w Polsce temu przeczą. 2014 był kolejnym rokiem, w którym średni czas oglądania telewizji wzrósł. Tym razem przekroczył 4 godziny i 20 minut (to ponad 18 minut więcej niż jeszcze 3 lata wcześniej). Jak to możliwe, jeśli powiększa się grupa osób szczycących się tym, że telewizji już nie oglądają?
Z jednej strony można to uznać za blef. Bowiem nawet rezygnując z telewizji w pewien sposób ją wspierają. Okazuje się, że (według badań IR Center „Multiscreening 2014”) 70% Internautów sięga po treści typowo telewizyjne w sieci. To znaczy, iż rezygnuje z typowego programu i dostosowuje ramówkę do swoich potrzeb, ale ogląda prawie to samo co zwykli telemaniacy.
Zaś z drugiej strony, zwiększa się liczba osób korzystających z teleodbiornika w tle. Trudno powiedzieć czy ze względu na samotność lubią gdy ktoś tam coś do nich mówi, czy po prostu nie znoszą ciszy (warto zauważyć, że podobno telewizor włączony w tle szkodzi małym dzieciom). Ale zwyczajnie chcą, żeby telewizor grał i był częścią ich życia mimo że praktycznie nie można ich uznać za tradycyjnych telewidzów.
Potwierdzają to wspomniane badania, z których wynika że 83% badanych korzysta z kilku ekranów naraz. Najczęściej z telewizorem łączą ten komputerowy z Internetem (66%), następnie telefon/smartfon (około 50%) i tablet (26%). Za ciekawostkę można uznać także informację o tym, że w momencie telewizyjnych reklam najczęściej sięgamy po nasz telefon, który umila nam czas do końca przerwy w programie.
Zjawisko robienia, szczególnie w sieci, kilku rzeczy naraz już dawno zostało zauważone. Sprzyjają temu chociażby przeglądarki z wieloma zakładkami. To wszystko sprawiło, że branża telewizyjna zaczyna dopiero dostosowywać się do nowej internetowej rzeczywistości. Jednak pomimo wielu istniejących już możliwości najwidoczniej wolimy każdy ze sprzętów wykorzystywać do tego do czego został on przeznaczony.
Teleodbiornik z Internetem staje się normą na rynku. A jednak okazuje się, że zamiast dzielić ekran, czy surfować po sieci za pomocą pilota do telewizora (albo dokupionej klawiatury), wolimy bliskość np. laptopa. Być może ze względu na odległość od monitora, ale przede wszystkim przez nasze przyzwyczajenia. Bo myślimy pewnie, że jeśli coś jest do wszystkiego to w gruncie rzeczy prawdopodobnie jest do niczego.
