7, 17, 24 i sześciokrotne odpadnięcie w półfinałach. To wyniki polskich reprezentantów na konkursie Eurowizji w czasach gdy o wyborze piosenki, przynajmniej pośrednio, decydowali widzowie. Gdyby nie Ich Troje i ich akcja promocyjna zagranicą, byłoby nawet jeszcze gorzej. Dlatego ze zdziwieniem można przyjąć decyzję władz Telewizji Polskiej o całkowitej zmianie już ustalonego sposobu wyboru artysty, który wystąpi 12 maja w Sztokholmie w drugim półfinale najpopularniejszego na świecie konkursu piosenki.
Jeszcze przedwczoraj wszystkie zasady wyboru naszego reprezentanta wydawały się jasne. Pewny był wybór wewnętrzny, to znaczy przez jury Telewizji Polskiej. Sam proces selekcji piosenek rozpoczął się już w grudniu, gdy zarówno artyści, jak i ich wytwórnie mogły zgłaszać utwory. Wśród zgłoszonych znaleźli się m.in. Stashka, Michał Szpak i Agnieszka Twardowska. Jury, a raczej komisja, wyboru miała dokonać już w tym miesiącu, jednak nowe władze TVP poprosiły ją o konsultacje. Jej wynikiem zamiast zatwierdzenia któregoś z artystów, będzie ostatecznie koncert eliminacyjny, który zobaczymy w sobotę 5 marca na antenie TVP1.
Szef Jedynki mówi o „końcu z sądami kapturowymi”, bo to widzowie ponownie zdecydują kto pojedzie do Sztokholmu, a nie kierownictwo telewizji, czy specjaliści od muzyki. Jednak nie znany jest jeszcze całkowity skład koncertu eliminacyjnego (niektórzy już zgłoszeni piosenkarze mogą zrezygnować z udziału w nim, a inni pojawić się tylko po to, by promować swój utwór wśród polskich słuchaczy) oraz zasady głosowania (czy będzie to tak jak np. w 2003 roku gdy liczyła się tylko ilość SMS-ów, czy jak np. w 2006 roku w formule 50 na 50, gdzie Ich Troje cudem prześlizgnęło się pomimo słabej oceny jurorów).
Trudno jednak nie wrócić do wyników, które podałem na początku wpisu. Tak naprawdę każdy wybór widzów kończył się, w naszym wypadku, słabym osiągnięciem w konkursie głównym (warto dodać, że np. Isis Gee przeszła przecież półfinał tylko dzięki dzikiej karcie od organizatorów). Niby dobrze, że mówimy o demokracji nawet w takiej kwestii, ale już teraz można stwierdzić, że nawet wejście Polski do finału Eurowizji może być w takim wypadku trudne. Widzowie głosują bowiem biorąc pod uwagę emocje, to znaczy wybierają często kogoś bardziej znanego, niż wartościową piosenkę. Poza tym SMS-y sprawiają jeszcze jeden problem. Niewykluczone jest przecież wspólne głosowanie zorganizowane chociażby przez wytwórnię, czy kogoś komu najbardziej zależy na mniejszej lub większej karierze zagranicznej.
Może więc skoro duża część partii rządzącej tak narzekała na konkurs Eurowizji (szczególnie po zwycięstwie Conchity), nie lepiej byłoby podjąć decyzję o całkowitej rezygnacji z udziału, niż kombinować ze zmianami w ostatniej chwili. Przecież i tak kogo nie wybierzemy również tym razem nie wygramy (no ale nie byłoby wtedy zarobku z SMS-ów i od reklamodawców prezentujących, parę razy, spoty kilkumilionowej publiczności).
Aktualizacja: Pojawiło się oficjalne ogłoszenie TVP o wyborze polskiej piosenki na tegoroczną Eurowizję. Każdy z nas może zgłosić regulaminowy utwór do 8 lutego. Zaś 16 lutego wybrani zostaną uczestnicy koncertu eliminacyjnego.
