Rok temu pisałem o dość ciekawej sytuacji na naszym rynku medialnym, czyli dwóch telewizjach o tej samej nazwie od dwóch konkurencyjnych i oskarżających się nawzajem właścicieli. Natomiast obecnie to nowa gazeta i jedna audycja znana z kanałów tematycznych, dzielą się nazwą i główną bohaterką. Wtedy chodziło o szeroko pojętą miłość (Love), a tym razem problem sprawia aktywność fizyczna. Jednak w odróżnieniu od zeszłorocznej afery teraz nikt nie ma do siebie pretensji. Jak to możliwe?
W czerwcu pojawi się nowy miesięcznik dla kobiet o fitnessie i zdrowym trybie życia. Jego nazwa to „Be active. Dietetyka & Fitness”. Wszyscy, którym kojarzy się to z popularną trenerką Ewą Chodakowską nie są w błędzie. Jej firma również reklamuje się hasłem „Be active” i to ona będzie redaktor naczelną pisma.
Tyle, że ta sama trenerka prowadzi również program telewizyjny w stacji Kuchnia+ (powtórki są też na TVN Style) o nazwie nomen omen „Be active”! Podsumowując będziemy mieli więc takie samo hasło firmy, nazwę audycji telewizyjnej i czasopsima. Co ważne wszyscy mówią w tej sytuacji o całkowitym przypadku.
Edipress, czyli wydawca najnowszego miesięcznika twierdzi, że nazwę magazynu rejestrowano w połowie zeszłego roku. Nie ma ona też żadnego związku z TVN Style oraz nowopowstałym TVN Meteo Active. Owszem to prawda, tylko „Be Active” jest emitowany od 26 października na Kuchnia+, a w TVNie pojawia się na ich licencji. Co więcej słowa, że w momencie rejestracji czasopsma nie było mowy o TVN Meteo Active zupełnie nic nie wnoszą, bo tam program Ewy Chodakowskiej nazywać się będzie zupełnie inaczej bo „Ewolucja” (chyba, że chodzi o człon „active” w nazwie stacji, ale tu związek z „Be Active” jest przecież bardziej przypadkowy).
Ważniejsze wydaje się jednak stwierdzenie „działalność Ewy Chodakowskiej w innych mediach może pozytywnie wpłynąć na odbiór nowego magazynu”. Można to niestety zrozumieć następująco: nie przeszkadza nam zbieżność nazw, a nawet pozwala wzajemnie się wspierać i reklamować siebie nawzajem. Ponieważ jedno jest pewne gdyby zaprzeczenia o ewentualnej współpracy były w pełni prawdziwe to już dawno mielibyśmy aferę, pranie brudów i groźby sądem, a nie łagodne komunikaty.
