Pierwsza telenowela biblijna

Skomplikowane historie sercowe bogatych, przesadzone emocje, sztuczne łzy, kilku odcinkowa agonia i miliony telewidzów wpatrzonych w ekran jak w obrazek. To rzeczywistość powstających jak grzyby po deszczu telenowel latynoamerykańskich. Te najbardziej znane pochodzą Wenezueli, Argentyny, Meksyku i Brazylii. Najnowszy hit to właśnie wkład w rozwój światowej telewizji tych ostatnich. Największych miłośników piłki nożnej i ludzi głębokiej wiary (których nie zraził konkurencyjny pomnik ze Świebodzina), Brazylijczyków.

Od poniedziałku do piątku w najlepszym czasie antenowym (20:30) brazylijska TV Record emituje telenowelę „Mojżesz i Dziesięć przykazań”. Tak dobrze przeczytaliście, jest to prawdopodobnie pierwszy tasiemiec silnie bazujący na najpopularniejszej książce na świecie jaką jest „Biblia” (bo m.in. wcześniej emitowany „Cud Jezusa” miał 14 odcinków i nie był telenowelą). Twórcy zdecydowali się na pokazanie w odcinkach historii Mojżesza od jego narodzin, poprzez pokonanie Morza Czerwonego, spotkanie z Bogiem na Górze Synaj, aż do doprowadzenia ludu do Ziemi Obiecanej.

Pierwszy odcinek pokazano 23 marca i z każdym kolejnym dniem widownia telenoweli rośnie. Nic dziwnego skoro mówimy o produkcji wręcz bizantyjskiej. Każdy odcinek kosztował około 233 tysięcy dolarów, w serialu gra 80 profesjonalnych aktorów, stworzono 7000 metrów kwadratowych planu filmowego, pracuje nad nim 430 ludzi, a za postprodukcję dba studio z Hollywood. To jeszcze nic. Sama mumifikacja jednego z aktorów do roli trwała 4 godziny!

Stacja co chwilę chwali się też rekordami. „Mojżesz i Dziesięć przykazań” wystarczył im do awansu z trzeciej na drugą pozycję wśród najpopularniejszych kanałów w Brazylii (z 15% udziałem w rynku). Od premiery widownia telenoweli wzrosła o 83% (w mieście Kurtyba stacja poprawiła swój wynik o 153%), a zainteresowanie serialem jest trzykrotnie większe niż poprzednią produkcją nadawaną o tej samej porze. Co więcej „Mojżesz i Dziesięć przykazań” to pierwszy aż tak poważny rywal dla stacji Globo, która rządzi na rynku telenowel w Brazylii od 40 lat.

Skąd siła tej telenoweli? Przede wszystkim trafia ona do konserwatywnych mieszkańców Brazylii. Ci mają dosyć produkcji pełnych seksu i nieodpowiadających ich przekonaniom. Nie razi ich nawet to, że niektóre postacie pojawiające się w „Mojżeszu i Dziesięciu przykazaniach” są fikcyjne (lub historyczne jak chociażby Kleopatra, czy Ramzes II). Ważne, że całość jest wspaniale pokazana, ma wyjątkowy kontekst, naucza religii w niecodzienny sposób i stworzona jest wprost idealnie po to aby cała rodzina wspólnie zasiadła przed telewizorem (nie wstydząc się podchwytliwych pytań np. o całujące się panie z konkurencyjnej „Babilionii”).

Na razie przygotowano 150 odcinków, a co dalej? Nie ma problemu, jest przecież wiele innych wyjątkowych fragmentów „Biblii”, które można zaadoptować. Jednak najpierw czeka nas ekspansja tego brazylijskiego fenomenu na cały świat. W planach już teraz jest sprzedaż praw do pokazywania serialu w USA. Natomiast nie zdziwiłbym się gdybyśmy również w Polsce nie musieli długo czekać na „Mojżesza i Dziesięć przykazań”. Telenowela ta idealnie wpisuje się w widownię zachwyconą tureckim „Wspaniałym stuleciem”, a tematyką pasowałaby nawet do Telewizji TRWAM. Zawsze to lepsze niż wywiady z politykami lub karmienie widzów prymitywnymi serialami paradokumentalnymi.