Cenzura ma się bardzo dobrze?

Cenzura ma się bardzo dobrze?

Ci którzy oglądali w poniedziałek wieczorem Megahit wiedzą już o czym będzie ten wpis. Słowo cenzura powróciło bowiem na tapetę zaraz po tym jak Polsat pokazał, swoją drogą świetny film, „Wilk z Wall Street”. Potwierdzając tylko regułę, że jeśli chcesz oglądać dobry film to zrób to w kinie lub w wypożyczalni VoD i to najlepiej w wersji oryginalnej (jeśli znamy dobrze języki obce), a dopiero w ostateczności zasiądź przed telewizorem.

Naprawdę jest mi szkoda osób, które zapewne tłumnie (sprawdzimy w tygodniowym zestawieniu oglądalności) zdecydowały się włączyć w poniedziałek Polsat o 20:10. Nie dość, że 3 godzinny film trwał tu wraz z reklamami o 50 minut dłużej, to jeszcze tak naprawdę właściwej produkcji było jeszcze mniej (skoro usunięto niektóre sceny). Przez to wszystko widzowie pozostali z niedosytem otrzymując wybrakowany produkt, film który stracił na swoim właściwym znaczeniu.

O co poszło. Przede wszystkim o porę emisji. Pomimo ustalenia, że mówimy o produkcji dla widzów od lat 16, nie dało się przemycić o tej porze przekleństw (wyciszone w oryginale i przetłumaczone na o wiele łagodniejsze słowa) oraz scen gorszących epatujących seksem (których symbolem było rozmazanie piersi aktorki będącej w staniku), czy tych w których występowały narkotyki, bo to zbyt wcześnie jak na rozporządzenie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Polsat więc zwyczajnie uniknął ewentualnej kary korzystając z wersji filmu, używanej przez amerykańską telewizję (gdy ta ogólnodostępnie prezentowała swoim widzom „Wilka z Wall Street”). Jednak to nie przekonuje osób wręcz pokrzywdzonych przez stację. Przecież wiele innych produkcji również kontrowersyjnych pojawia się przed 23 bez problemu, a jakby kanałowi ze słoneczkiem zależało na kinomanach to można było rzeczywiście przełożyć emisję na późniejszą godzinę (tu jednak pojawiałyby się komentarze w stylu idę rano do pracy, a oni film do 2 w nocy każą oglądać). Co swoją drogą również by się nie udało bo stacja wydała pieniądze na taką wersję filmu, której najprawdopodobniej nie zobaczono przed zakupem od dystrybutora.

Co ciekawe to nie pierwszy taki przypadek w ciągu ostatniego roku. Wcześniej Polsat przez błąd pracownika, wstawił autopromocję w ostatniej scenie oskarowego „Życia Pi” (lekka afera była, ale ponownie filmu za darmo do tej pory nie wyemitowano). Także na wszystkie tego typu sytuacje należy podejść ze spokojem i zwyczajnie przestać się łudzić, że otwarte i bezpłatne stacje telewizyjne to miejsce do oglądania hitów kinowych. No ale pewnie za jakiś czas znowu ponad milion Polaków zostanie tak czy inaczej wkręconych, przez tę czy inną stację.