W jaki sposób najlepiej skompromitować zarówno instytucję badań społecznych, jak i wiedzę polityczną zwykłych obywateli. Nie wystarczą proste pytania rodem z „Matura to bzdura”, trzeba pojechać do Ameryki i tam dopuścić się jednej wielkiej mistyfikacji.
Powiedzmy sobie szczerze każdy słyszał legendy o inteligencji zwyczajnych Amerykanów (a raczej często jej braku) i o mało wydajnym systemie szkolnictwa w USA. Tym razem jednak Public Policy Polling obnażył zarówno brak elementarnej wiedzy, ale i bezgraniczną ufność w słowa polityków (mówiąc w skrócie chodzi mi o obrazek znany również z naszej sceny politycznej gdzie prawie nikt z wyborców nie czyta programów partii, a głos przyznaje tylko jako sprzeciw względem jednej ze stron).
Respondentom zadano jedno proste pytanie. Czy są za zbombardowaniem miasta Agrabah? Pierwsza myśl odpowiadających, przecież to poważne badanie, nazwa miasta nic mi nie mówi, ale brzmi tak trochę na Bliski Wschód. No to zgodnie ze stanowiskiem popieranej przeze mnie partii (w tym wypadku Republikanie, żart miał uderzyć w Donalda Trumpa) powiem tak, niech bombardują. Problem w tym, że właśnie ściągnęliście zagładę na bohatera bajki Alladyna (to właśnie on mieszkał w Agrabah), chyba że ucieknie on z miejsca ataku na swoim latającym dywanie i zabierze lampę (a jednym z jego życzeń będzie zatrzymanie amerykańskiego nalotu).
Aby być dokładnym należy przedstawić wam jak rozkładały się wyniki tego badania. 30% osób popierających Republikanów było za bombardowaniem fikcyjnej krainy, 17% przeciwko, a większość (na szczęście wstrzymała się od głosu. Co na to zwolennicy Partii Demokratycznej? 19% również nie dałoby żyć Alladynowi, a uratowałoby go (i jego pobratymców) 36% z nich.
Teoretycznie takie wyniki nie powinny nas dziwić. Przecież kwestia m.in. bombardowań jest jedną z najważniejszych w całej kampanii prezydenckiej w USA (a od mieszańców tego kraju, znajomości miast Bliskiego Wschodu, nie powinniśmy wymagać). Jednak zaskakuje to, że instytucja badająca opinię publiczną robi sobie z niej żarty. Przecież na przyszłość zniechęca się kogokolwiek do brania udziału w badaniach, a potem również przez to, ewentualne sondaże polityczne mogą być niedokładne (za co dostaje się od Internautów instytucjom badawczym i to koło się zamyka). Gdzie w tym wszystkim Polska? Skoro u nas tak wiele mówi się o uchodźcach to przecież pytanie o to czy przyjmiemy do siebie mieszkańców Agrabah również byłoby zasadne. Ciekawe tylko ile procent z nas dałoby się złapać na taką przynętę?
