Amerykańska telewizja proponuje nagie randkowanie!

Jak co roku w Cannes odbyły się międzynarodowe targi MIPCOM. Zawsze są one okazją na zobaczenie nowych pomysłów twórców telewizji z całego świata. Dla wielu stacji to szansa na podpatrzenie zagranicznych trendów i nawet zainteresowania się danym formatem na tyle, żeby go kupić i na licencji pokazać swoim rodakom.

Co nie dziwi, wśród propozycji zawsze znajdzie się kilka kontrowersyjnych, które jednak zaraz podchwytywane są przez media na całym świecie (jeśli nie są zakupione to przynajmniej o nich się mówi). I tak oto okazało się, że w modzie telewizyjnej nadal jest nagość.

Programów prezentujących ją już teraz jest wiele (również u nas). Wystarczy przypomnieć to co Discovery uznaje za show, w którym naga para próbuje przetrwać w puszczy, albo TLC pokazujące jak sprzedaje się mieszkania na osiedlach dla nudystów. Za to związku z nagością nie mają obecnie pokazywane w Polsce programy randkowe (to znaczy „Rolnik szuka żony” i „Kto poślubi mojego syna”).

Ich tytuły nie pojawiły się tu przypadkiem, bo pewien producent postanowił oba te podejścia połączyć. Tak o to powstał program „Dating naked”, czyli nagie randkowanie. Fabuła w tym wypadku raczej nie jest skomplikowana. Po prostu Amerykanie umawiają się na randki podczas których nie mają na sobie żadnych ubrań. Ma to pozwolić na lepsze poznanie się i nie udawanie kogoś kim się nie jest.

Tyle, że z drugiej strony to jest już przesada. Do tego łącząca wszystkie głupie programy znane z kanałów muzycznych, które oglądają nastolatkowie. Jedyna przyzwoitość tego programu polega na tym, że miejsca intymne uczestników są zamazane. No ale nie zdziwił bym się gdyby w przyszłości i to nie zostało zachowane. Przecież zawsze można zrobić tak jak w „Big Brotherze” nocną wersję bez cenzury.

Jeśli byście się zastanawiali jaka stacja zdecydowała się pokazać taki show to oczywiście jest to jak zwykle telewizja muzyczna! Nie do końca to rozumiem, bo przecież owszem teledyski zaczęły się nudzić (większość ogląda je np. na Youtube’ie), ale logiczne byłoby zmniejszenie ilości takich kanałów niż ich pozostawanie na rynku i wypełnianie ramówki programami wątpliwej jakości, czy też przyzwoitości.

Tym razem po taki format sięgnęła amerykańska VH1 (czyli Video Hits One – ciekawe gdzie te video?), która dotychczas wydawała mi się na najbardziej zachowującą związek z muzyką (w odróżnieniu np. od MTV, gdzie usunięto nawet przydomek „music television”). No ale znowu spotykamy się z pojęciem komercjalizacji i walki o widza po trupach. A, że właściciel tych stacji jest ten sam to czego tu się dziwić.