Lokowanie produktu nadal jest skuteczniejsze od zwyczajnej reklamy. W końcu spoty emitowane w przerwie programu można wyłączyć, a jeśli aktorzy występujący w naszym ulubionym serialu podczas zwykłego odcinka zachwalają (mniej lub bardziej skutecznie) jakieś produkty dalej zostaniemy przed teleodbiornikiem.
Okazuje się, że występują dwa rodzaje lokowania produktu. Tzw. aktywne i pasywne. Jak się można domyślać pierwsze z nich oznacza, że reklamowany produkt stacje się częścią programu. Mówiąc dosłownie scenarzysta robi wszystko by znalazł się w głównym wątku np. serialu (piszę o serialach nie bez przypadku, bo to one są najpopularniejsze wśród reklamodawców chętnych lokowaniem produktu). Przykładów tego typu reklam było sporo. W końcu jeden z głównych bohaterów akurat zgłodniał i musiał otworzyć lodówkę, albo postanowił zapłacić za telefon korzystając z możliwości płatności przez Internet (wchodząc na stronę z wielkim logiem). Niby coś z pozoru nie zauważalnego, a jednak część widzów zaczyna się zastanawiać czy przypadkiem nie zmienić swojej oferty, czy diety na taką co ich ulubiony aktor.
Lokowanie pasywne jest natomiast znacznie mniej skuteczne (z punktu widzenia reklamodawców). W tym wypadku produkt znowu „wystąpi” w programie, ale np. co najwyżej będzie beznamiętnie stał sobie na stoliku, a żaden z aktorów nie weźmie go nawet do ręki. I tak nie może dziwić to, że lokowanie pasywne jest tańsze od aktywnego (ciekawe na ile ze względu na trud scenarzystów, aktorów, a na ile po to by stacja rekompensowała sobie ewentualne straty zaufania wśród niektórych widzów brzydzących się tego typu reklamą).
O obecnym lokowaniu produktu w polskiej telewizji wiemy trochę więcej po tym jak opublikowany został cennik TVN. O dziwo koszty pojawienia się produktów w poszczególnych audycjach tej stacji są naprawdę wysokie. Na czele stoi „Kuba Wojewódzki”. Pomimo spadającej oglądalności show ma zapewne sprecyzowaną grupę docelową do której może dotrzeć reklama (albo TVN nie chce żeby było w nim zbyt dużo lokowania produktu), dzięki czemu za lokowanie aktywne należy zapłacić aż 92 tysiące złotych, a za pasywne 64 tysiące. Dalej są weekendowe wydania porannego „Dzień dobry TVN” (lokowanie za odpowiednio 72 i 50,5 tysiąca) oraz nowy program w ramówce, czyli „Piekielny hotel” (62 i 43 tysiące) i masa audycji z tymi samymi kwotami 60 i 40 tysięcy („Kuchenne rewolucje”, „Ugotowani”, „Mali giganci”, „Project Runway”, „You can dance”, „Prawo Agaty” i „Na wspólnej”).
Od każdej z tych cen (jak to bywa w przypadku wszystkich reklam) obowiązują ewentualne rabaty (podobno w wysokości około 20 tysięcy), jednak najciekawsze w tym wszystkim jest to dlaczego akurat reklamodawcy upodobali sobie TVN (lokowanie produktu u konkurencji jest zwyczajnie tańsze, w jednej poprzednich edycji „Nasz nowy dom” na Polsacie koszt takiego działania wyniósł 50 tysięcy)? To ta stacja może dyktować stawki, bo pomimo ostatnich trochę gorszych wyników oglądalności, skupia przed telewizorem według reklamodawców właśnie te grupy, do których chcą oni dotrzeć. A że popyt na lokowanie produktów w TVNie jest obecnie za duży, to ceny za taką reklamę wzrosły. Tylko czy przypadkiem widząc opłacalność takiego działania (stosunek zasięg – cena) reklamodawcy nie zdecydują się przejść do TVP i Polsatu?
