Zamieszanie ze zdjęciami topless w dziennikach

Był 17 listopada 1970 roku. Potentat medialny Rupert Murdoch wyjechał na kilka dni z Wielkiej Brytanii. Wykorzystując ten moment redaktor „The Sun” Larry Lamb w przypływie szaleństwa/geniuszu (niepotrzebne skreślić) opublikował na trzeciej stronie magazynu zdjęcie topless niemieckiej modelki. Choć w późniejszym okresie życia żałował swojej decyzji było już za późno. Sprzedaż dziennika wzrosła w ciągu roku z 1,5 mln egzemplarzy do 2,1 mln (co ciekawe odwrotnie od redaktora zareagował Murdoch, który najpierw był wściekły, a potem zachwycony wywołanym skutkiem).

Sama idea okazała się dla wielu czytelników ciekawa, gdyż zdjęciom topless towarzyszy zawsze aktualny komentarz sytuacji w kraju (zredagowany w formie oryginalnych słów modelek co ma zapewne ukazywać połączenie ich piękna z inteligencją). Najlepsze czasy trzeciej strony „The Sun” to lata 80-te. Prawie każda z pań pojawiających się na łamach dziennika miała zagwarantowaną karierę. Niektóre z nich zaczęły występować w telewizji, inne zostały aktorkami, śpiewały, albo kontynuowały swoją przygodę z modelingiem.

Jednak jak się można było spodziewać, z czasem obecność zdjęć topless w dzienniku stawała się coraz bardziej kontrowersyjna. Pokazywanie kobiet w takim kontekście cały czas oceniana jest krytycznie przez feministki. Pierwsze próby wywarcia wpływu na gazetę (celem usunięcia zawartości trzeciej strony) podjęła już w latach 80-tych Partia Pracy. Sytuacji nie załagodziło nawet wybranie na redaktor naczelną „The Sun” kobiety (Rebekah Wade) i pojawienie się na 7 stronie zdjęć mężczyzn z nagimi torsami.

A jednak wydawało się, że po tak długiej walce (kolejna już kampania pod nazwą „No more page three”) odniosła skutek. Oto media na całym świecie obiegła informacja, że to już koniec zdjęć topless w „The Sun”. Potwierdzały to także inne gazety Ruperta Murdocha. Wszystko wydawało się logiczne. Czytelnikom format się znudził i przywykli już do nagości, a dziennik miał uszanować krytyczne słowa i skupić się w większym stopniu na dostarczaniu wiadomości (w końcu po aferze z podsłuchami telefonów gwiazd trzeba przecież coś zmienić).

Informacja o decyzji „The Sun” dotarła również do Polski i sprawiła, że redaktorzy naczelni tabloidów musieli tłumaczyć się z tego, że oni nadal prezentują zdjęcia topless w swoich dziennikach (w końcu pierwowzór „Faktu” niemiecki „Bild” na pierwszej stronie również zaniechał tej praktyki). Jednak w sumie nie chcieliby oni, żeby to pewne grupy społeczne decydowały o tym co może publikować gazeta.

No i po trzech dniach nastąpił przełom. „The Sun” wznowił publikacje zdjęć na stronie trzeciej dając pstryczka w nos wszystkim krytykom i mediom opisującym całą sprawę. Być może mieliśmy więc do czynienia z pospolitą próbą zwiększenia zainteresowania całą gazetą. Konkurencja przygotowała jej darmową reklamę oraz poznano dokładne opinie ludzi na temat zdjęć topless. Inna możliwość to strach przed tym, że jakiś inny dziennik zdecyduje się wykorzystać sytuację i podobne fotografie pokazywać u siebie. Mimo wszystko cel osiągnięto, bo po prostu ponownie wzbudzono popyt na stronę trzecią. A Murdoch znów pokazał jakim jest geniuszem dyplomacji i marketingu.