Aparat zawsze pod ręką (czy to w komórce, tablecie), obecność we właściwym miejscu o właściwym czasie i chęć spełnienia obywatelskiego obowiązku. Cóż więcej chcieć od amatorskich fotografów, którzy najprawdopodobniej mają szansę w przyszłości wygryźć profesjonalistów i paparazzi, pracujących na etacie lub zarabiających poprzez wykonywanie zdjęć prasowych. Pierwsze wydawnictwo podjęło już decyzję, pora na kolejne?
Jak wiemy kryzys prasy trwa w najlepsze. Sprzedaż nie jest już tak dobra jak dawniej, a koszty (np. druku, papieru, zarobków pracowników redakcji) potrafią wykończyć mniejsze wydawnictwa. Podstawą do przetrwania na rynku jest więc szukanie oszczędności gdzie tylko się da. Przykład na tego typu cięcie kosztów dało niedawno brytyjskie wydawnictwo Local World. Wydawca prawie 100 regionalnych gazet postanowił zwolnić znaczną większość zatrudnionych przez nich fotoreporterów, a w ich miejsce postawić na o wiele tańszych (jeśli nie bezpłatnych) zwykłych mieszkańców Wielkiej Brytanii.
Dokładnie wypowiedzenia otrzyma kilkadziesiąt osób. Miejsce na zdjęcia w poszczególnych gazetach zajmą więc amatorskie fotografie czytelników, a także nowe obowiązki otrzymają dotychczasowi dziennikarze, którzy również mogą przecież wyjąć smartfona i stworzyć ilustrację do swojego w pełni autorskiego artykułu.
Jeśli taki pomysł na oszczędności się sprawdzi zapewne inni wydawcy nie omieszkają z niego skorzystać. Dochodzimy więc być może do ciekawego momentu gdy rzeczywiście powstawać będzie w pełni obywatelska prasa (znana bardziej z Internetu). Kolejnym krokiem jest przecież już tylko zastąpienie dziennikarzy przez mieszkańców poszczególnych miast.
Z drugiej strony martwić może coraz mniejszy profesjonalizm mediów i stawianie na amatorów. Oczywiście oszczędności przede wszystkim (stąd pewne mniejsze stacje telewizyjne już teraz stawiają na reportera z kamerą na kijku od selfie przesyłającego swoje wejście w trybie rzeczywistym przez Internet), ale nie kosztem coraz gorszych jakościowo treści oferowanych za równie duże pieniądze. Jeśli bowiem idziemy w kierunku mieszania się prasy z Internetem i publikowania tego co w sieci na łamach gazet, to jaki sens wymagać od czytelników opłat, skoro coś podobnego, tylko często nie na papierze, znajdą w „necie”. Chyba że sprawę należy postawić inaczej i jeśli kilkaset osób dołoży swoją cegiełkę do stworzenia gazety, to pewnie ją sobie kupi na pamiątkę i przekona swoich znajomych oraz rodzinę do tego samego (przez co sprzedaż danego magazynu będzie na wystarczającym dla wydawców poziomie). Ale czy takie coś nadal będzie można nazwać tradycyjną prasą?

