Jakiś czas temu pisałem o pierwszej w pełni Biblijnej telenoweli prosto z Brazylii. Tam było religijnie, z dużym budżetem i sukcesem. Jednak w innym, również mocno chrześcijańskim państwie (w końcu przecież obecny papież z niego pochodzi) powstał zupełnie inny serial. Może i zabawny oraz patrzący na kwestie kościoła z przymrużeniem oka, ale jednak kontrowersyjny. Polscy widzowie będą mogli go śledzić od przyszłego tygodnia (dokładnie wtorku 23 lutego).
TV4 wraz z końcem „Kotki” w paśmie o 16 zaproponuje argentyński hit „Esperanza mia”, w naszym wydaniu „Moja nadzieja”. Można by było rzec, że to przecież nic nadzwyczajnego pasmo telenowel pozostaje prawie bez zmian, więc widzowie nie będący w tym czasie w pracy, przesiądą się z jednej historii na drugą. Pytanie jednak czy fanom tego typu rozrywki nowy serial w ogóle się spodoba. Szczególnie ze względu na skomplikowaną historię i wątki religijne, które jak wiemy w naszym kraju nie wszystkich śmieszą.
Całość fabuły zaczyna się w momencie gdy przybrana matka głównej bohaterki umierając przekazuje jej informacje (wraz z dokumentami) o tym, że fabryka w ich małej miejscowości truje środowisko naturalne. Gdy jej właściciele dowiadują się, że to Julia posiada tak niezbite dowody każą ją zabić, a ona zaczyna swoją ucieczkę, podczas której poznaje przystojnego mężczyznę, w którym się zakochuje (jak widać do tego momentu jest jeszcze w miarę normalnie).
Problem w tym, że jej wybranek okazuje się być księdzem. Dla jednych Pań mógłby być to problem, ale Julia dociera do klasztoru znajomej swojej matki i postanawia udawać zakonnicę. Niedługo po tym umiłowany ksiądz przyjeżdża do klasztoru, a główna bohaterka ma okazję jeszcze bardziej do niego się zbliżyć. Oczywiście później sytuacja się komplikuje, gdyż ją zakonnicę (gdy oczywiście nie jest w przebraniu) zaczyna podrywać brat księdza, który też chyba jej się podoba i znajdujemy się w spirali niedopowiedzeń. Jakby tego było mało Julię poznaje jej właściwa matka (po charakterystycznym znamieniu), gdy pomaga jej w wyleczeniu się po jakimś tam wypadku. Plus mamy jeszcze ciągle szukających ją zbirów i dawną miłość matki. Także emocje gwarantowane.
No i co o tym sądzić? Oczywiście mówimy o typowej latynoamerykańskiej telenoweli, skomplikowanej ale zabawnej, z pewną dozą sensacji. Jednak tak naprawdę już czekam na negatywne komentarze w stylu jak można podrywać księdza, jak można udawać zakonnicę i w ogóle jak można się śmiać z religii w taki sposób w jakimkolwiek katolickim kraju (przez co nowy serial TV4 może mieć problem ze zdobyciem zaufania większej widowni). Wiadomo więc, że będzie to będzie trochę dla naszej tolerancji i dla poczucia humoru, którego niestety wydaje się, że my Polacy mamy coraz mniej. Obym się mylił, a „Moja nadzieja” okazała się sukcesem takim jak w Argentynie (gdzie była najpopularniejszym programem dnia oraz powstała gra na jej podstawie oraz książki), w Urugwaju (gdzie zdobyła 15% udziałów w rynku), czy w Hiszpanii (w której w kodowanej stacji osiągnęła blisko 400 tysięcy widzów).

