Choć wydaje się to całkowitym absurdem tak właśnie brzmi najnowszy pomysł jednego z ministerstw na Białorusi. Pomimo, że my od takiego podejścia do Internetu jesteśmy daleko, to czy przypadkiem kwestia fotoradarów i karania właścicieli samochodów, a nie osób które w danym momencie kierowały autem nie sprowadza się dokładnie do tego samego? Pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które nie zawiniły.
Wróćmy jednak do naszego sąsiada. Każde kolejne informacje dotyczące cenzury Internetu na Białorusi są coraz bardziej zaskakujące i niepokojące. Były już bowiem blokady stron niewygodnych dla władz, wprowadzenie nakazu rejestrowania się by skorzystać z Wi-Fi, a w kafejkach Internetowych okazywanie paszportów przed uruchomieniem komputera. A i tak w całym państwie jedynie mniej więcej połowa populacji (ministerstwo twierdzi, że 5 milionów ludzi) ma w ogóle dostęp do sieci. Tyle, że zapewne władza zdaje sobie sprawę, że jeśli już masz Internet to znaczy, że wiesz więcej i w konsekwencji możesz potencjalnie głosić antyrządowe opinie.
Aby temu zapobiec zakazano także m.in. zakupywania zagranicznych domen oraz korzystania z innych usług ja te świadczone przez Bełtelecom (w domyśle zagranicznych na kartę, bo to i tak jedyny operator internetowy w kraju który dyktuje społeczeństwu drogie pakiety i starannie zbiera informacje o odwiedzanych stronach).
No i tak przechodzimy do najnowszej, tworzonej w tajemnicy, ustawy. Ta wprowadza dalszą cenzurę z całą premedytacją. Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której po każdym niewygodnym artykule, nie tylko trzeba go skasować, ale też napisać sprostowanie zgodne z opinią ministerstwa. Poza tym jest jeszcze rejestr podmiotów (nie tylko internetowych, ale też np. wydawniczych), które po otrzymaniu co najmniej dwóch ostrzeżeń będą musiały swoją działalność zakończyć.
Jednak ostrzeżenia dla właścicieli stron za komentarze użytkowników to jeszcze sprytniejszy sposób eliminacji niewygodnych poglądów. Przecież jeśli ktoś będzie miał jakiegoś wroga to można się spodziewać, że na stronie specjalnie pojawią się antyrządowe teksty (nawet jeśli twórca komentarza ich nie podziela) przez które to nie autor zostanie pociągnięty do odpowiedzialności. Co za tym idzie jedynym sposobem na działalność w Internecie na Białorusi jest całkowita moderacja wszystkich komentarzy, no i oczywiście codzienne dumne zachwalanie sytuacji w kraju. Może bowiem ironią (jeśli zostanie dobrze zrozumiana) uda się chociaż coś zdziałać.
