Po co eksperci skoro są celebryci

Od jakiegoś czasu czymś zupełnie naturalnym, w naszym kraju, stało się zapraszanie celebrytów do telewizji po to by omawiali ważne problemy i występowali w programach publicystycznych. W taki sposób zastępują oni typowych ekspertów, którzy może twarzy nie mieli tak znanych, ale za to swoje wypowiedzi mogli poprzeć wiedzą teoretyczną.

Sam pomysł zapraszanie celebrytów do takich programów pochodzi z USA („Infotainment”). To tam po raz pierwszy zdecydowano się mieszać poważne informacje z czystą rozrywką. U nas szlaki przecierały programy śniadaniowe. I tak chociaż na początku role były ustalone (najczęściej zapraszano eksperta plus celebrytę) to ci pierwsi okazali się we współczesnej telewizji najwidoczniej mniej potrzebni.

Można mówić oczywiście o kilku kwestiach dzięki którym ostatnio Marcin Mroczek omawiał problem kredytów we frankach szwajcarskich. Najważniejszą jest oglądalność. Po raz kolejny celebryci gwarantują większą ilość widzów oraz osób komentujących ich wstęp. Niestety doczekaliśmy się momentu gdy profesor ekonomii dla większości społeczeństwa jest osobą całkowicie anonimową więc po co go słuchać. Owszem jest kilku znanych, ale tylko dlatego że wiele razy występowali przed kamerami i widownia „oswoiła się” z ich twarzami. I tak wróciliśmy do tematu zapraszania ciągle tych samych osób do telewizji.

Obecność celebrytów w roli ekspertów można bronić także tym, że są to w gruncie rzeczy zwykli ludzie. Osoby bliższe społeczeństwu i być może bardziej obeznane w praktycznych aspektach danego problemu (piszę być może bo są i komentarze o tym, że przy zarobkach niektórych mogą być oderwani od realności). Jednak ideałem byłby w tym wypadku np. finansista mający kredyt we frankach. Łączący praktykę z wiedzą teoretyczną.

Inne wytłumaczenie jest jeszcze prostsze. Chodzi o czas. Bardzo możliwe, że w danym momencie żaden znany ekonomista nie mógł pojawić się w studiu (a nieznanego przecież nie pokażą) ze względu na swoje obowiązki np. na uczelni i zaczęto po „omacku” szukać jak najszybciej zastępstwa. Do tego poszukiwana jest osoba, która nie tylko ma czas ale i jest w okolicy i może w każdej chwili się pojawić.

I tak nieważne czy w sposób przemyślany, czy nie celebryci/osoby znane występują przed kamerą, bo mają jakiś mniejszy lub większy związek z daną sprawą. Oprócz Marcina Mroczka już w tym roku ekspertami od zdrowia byli Michał Wiśniewski i Jarosław Jakimowicz (w końcu kto z nas nie był u lekarza), Krzysztof Respondek omawiał protesty górnicze (w końcu to Ślązak). A wymieniać tak można w nieskończoność. Gdy zapraszane są gwiazdy nie jest inaczej. Np. Daniel Olbrychski zajmował się religią muzułmańską, a kiedyś lotnictwem.

Pozostaje jednak jeszcze jedna ważna kwestia. Jeśli miałbym wybierać między celebrytą, a grupką osób o skrajnie różnych poglądach zapraszanych do telewizji tylko po to, żeby się kłócić, wybrałbym tego pierwszego. Być może część widzów też tak myśli. Dlatego skoro są chętni by taki program oglądać i są znani, którzy chętnie w nim wystąpią, proszę bardzo droga otwarta.