Dorży Batomunkujew stał się sławny na całym świecie. Dlatego, że walczył w Donbasie i potwierdził obecność rosyjskich wojskowych na Ukrainie (opisując swoją historię). W zeszłym miesiącu udzielił wywiadu ukraińskiej „Nowej Gazecie”, w którym mówił m.in. o przygranicznych szkoleniach, 6 tysiącach kilometrów od domu (które pokonał by móc walczyć), przejeździe czołgiem przez granicę i o tym jak został ranny w Debalcewe.
Jego historia była tak ciekawa, że postanowiono napisać o nim w jego rodzinnych stronach (dokładnie w autonomicznej Republice Buriacji). Dziennikarze „Nowej Buriacji” (lokalnej gazety wydawanej w nakładzie 50 tysięcy egzemplarzy) stworzyli więc opatrzony fotografiami artykuł o Dorży, no i się zaczęło.
Jeszcze przed trafieniem gazety do kiosków artykuł umieszczono w Internecie. Pod nim w krótkim czasie pojawiło się sporo komentarzy (zdaniem Rosjan głównie obraźliwych napisanych przez Ukraińców). W związku z czym tekst z portalu „Nowej Buriacji” zniknął (chciano tak podobno chronić przed ewentualną agresją żołnierza i jego rodzinę).
Usunięcie artykułu z Internetu było stosunkowo proste (choć przecież do tego czasu były osoby, które go zapisały). Problemem było to, że tekst o tej samej treści znajdował się już w wydrukowanym kolejnym numerze gazety. Redakcja musiała więc się zastanowić co z tym fantem zrobić. Ostatecznie wzięto nożyczki i w trzy dni ręcznie z każdego egzemplarza wycięto kontrowersyjny artykuł!
Czy takie działanie to coś nowego? W żadnym wypadku. Sam redaktor naczelny gazety mówił o tym, że w Rosji już od co najmniej 10 lat z prasy nie wycinano artykułów (jest to jakieś osiągnięcie). Przykład dała „Wielka Encyklopedia Radziecka”. Po skazaniu na śmierć Ławrietnija Berii za szpiegostwo, każdy posiadacz tego wydawnictwa otrzymał listownie nową stronę. Wystarczyło więc użyć nożyczek i pozbyć się strony, na której widniało hasło „Beria” i zamienić ją na „Barentsa morze”. U nas natomiast najbardziej głośny był przypadek gazety „Sukces” z 2006 roku. Tam usunięto stronę z felietonem Manueli Gretkowskiej (będącym odpowiedzią na żądanie sprostowania jej poprzedniego felietonu o braciach Kaczyńskich).
Wróćmy jednak do „Nowej Buriacji”. Dziennikarze gazety nie zgadzają się z komentarzami o tym, że dopuszczono się cenzury. Głównie dlatego, że nie mieli nakazu z góry, tylko sami podjęli decyzję o ręcznym wycięciu artykułu. Jednak można powiedzieć, że zadziałał w tym wypadku tzw. zakazany owoc. W dobie Internatu i szybkiego przepływu informacji nie dość, że treść tekstu się zachowała, to jeszcze przez taki horrendalny pomysł redakcji o sprawie żołnierza Dorży dowiedziało się jeszcze więcej ludzi na całym świecie.
