19 czerwca premierę będzie miał nowy kontrowersyjny eksperyment telewizyjny „Alone” (w Polsce dodano mu nawet podtytuł „przetrwać najdłużej”). W każdy piątek będziemy mogli w tym samym czasie co Amerykanie (4 w nocy) obejrzeć zmagania uczestników w puszczy na Wyspie Vancouver (powtórki o 19). Zadanie dla każdego jest jedno wytrzymać dłużej od swoich przeciwników.
Każdy z uczestników będzie miał przy sobie tylko to co znajduje się w jego plecaku. Zwyczajni ludzie będą musieli poradzić sobie w nieznanym dla siebie środowisku, zdobywać pożywienie polując, budować schronienie, a także odeprzeć ataki drapieżnej zwierzyny. Jest o co walczyć, bo na zwycięzcę czeka już nagroda główna w wysokości 0,5 mln dolarów.
Dlaczego „Alone” jest tak wyjątkowym reality show? Przede wszystkim dlatego, że do tej pory wszystkie programy telewizyjne związane z surwiwalem opierały się na współpracy i drużynie. W „Survivor” mieliśmy dwa zespoły na bezludnej wyspie, a w „Nagim instynkcie przetrwania” brali udział mężczyzna i kobieta (co miało być swoistym odwołaniem się do Adama i Ewy). Teraz każdy pozostawiony zostanie sam sobie (dostaną przenośne kamery więc nawet żaden operator nie będzie im towarzyszył) co oczywiście budzi dość negatywne skojarzenia.
Producenci stąpają bowiem po cienkiej linie. Nie wykluczone są przecież zarówno wypadki (nawet śmiertelne bo jakie szanse ma w nocy człowiek z wilkiem czy niedźwiedziem), jak i narażona jest psychika uczestników (kto wie jakie urojenia mogą mieć osoby biorące udział w „Alone”, poddane ciągłemu lękowi o swoje życie i samotności). Trudno też stwierdzić czy w takim środowisku pomoc z zewnątrz przyjdzie w wystarczającym czasie.
Młodzi powiedzą pewnie, że znają to z „Igrzysk Śmierci”, trochę starsi chociażby z książki „Władcy much”, a najbliżej do „Alone” ma chyba nawet film z 2009 roku „Gamer” (tylko, że bez takiego wpływu widzów i udziału więźniów). Model programu jest bowiem jasny wpuszczamy prawdziwych ludzi w nieznane, zostawiamy na pastwę losu i śledzimy z wypiekami na twarzy eksperyment, w którym wszystko jest możliwe (pewni widzowie będą wręcz wymagali by coś się stało).
Producenci tłumaczą się, że tak naprawdę 10 uczestników zostanie od siebie oddalonych tak, aby nie doszło do ewentualnej walki wręcz. Tyle, że sami zaprzeczają chcąc, żeby był to najdłuższy program tego typu w historii (naprawdę niemożliwe jest by po kilku miesiącach ludzie rywalizujący ze sobą o pół miliona przeszli dziesiątki kilometrów i spotkali się twarzą w twarz?), w którym nie ma do tego żadnych ustalonych z góry zasad.
Choć nie powinno się oceniać książki po okładce (w tym wypadku poczekać do pierwszych odcinków reality show), już teraz do tego programu jestem negatywnie nastawiony. Wydaje się być bowiem rozpaczliwą próbą zdobycia jak największej oglądalności, w czasach gdy szczególnie w USA telewizja cały czas traci swoją siłę oddziaływania. Natomiast jeśli wszystko pójdzie po myśli producentów kolejny krok to pewnie już wspomniany „Gamer” i sterowanie zachowaniami uczestników przez widownię (jeśli ma dostać nóż wyślij SMS o treści…). Próbował to już w swoim eksperymencie telewizyjnym w Channel4 Darren Brown. Tam publiczność w studiu w zasadzie za każdym razem wybierała możliwie najgorsza wersję dla uczestnika, myśląc ale fajna zabawa. Aż zdarzył się wypadek (na szczęście upozorowany), który dopiero pozwolił zrozumieć głupotę tłumu. Jest więc tylko jedna metoda by powstrzymać telewizję od takich pomysłów. Obejrzeć w tym samym czasie antenowym co „Alone” coś innego.
