Tak spóźniłem się. Piszę o „Idź na całość” później niż większość uzytkowników Internetu. Jednak powiem szczerze, że informacja na ten temat pojawiła się akurat równo w okresie prima-aprilisowym. Teraz jednak gdy dzień żartów minął pojawiają się kolejne potwierdzenia. Czyli to prawda, do polskiej telewizji wraca m.in. sympatyczny, choć okrutny kot Zonk.
Najwidoczniej Telewizja Polska zapoczątkowała niezwykły trend powrotu do ramówek stacji programów, które cieszyły się sporą popularnością, a nie gościły na ekranach naszych telewizorów przez co najmniej kilkanaście lat. Choć nie mam przekonania, że taki chwyt rzeczywiście działa, to tym razem swoją pozycję, w taki sposób, postanowiło podbudować TV4.
„Idź na całość” (w wersji oryginalnej „Let’s make a deal”) po raz pierwszy zobaczyliśmy w 1997 roku i przez 4 lata cieszył nasze oko. Wszystko oczywiście na antenie Polsatu, bo w końcu TVN w roku premiery tego teleturnieju dopiero ruszał. Choć po latach pamiętamy głównie prowadzącego Zygmunta Chajzera (którego na jesieni 2000 roku zastąpił Krzysztof Tyniec), kota Zonka i trzy bramki (którą wybierasz?), to jak na ówczesne czasy mogliśmy mówić o tym, że program ten przyciągał nasz wzrok jak magnez.
Rekordowy odcinek, który zgromadził 10,6 mln widzów teraz bez problemu pokonałby liderujący obecnie w zestawieniach oglądalności serial „M jak Miłość” (6,5 mln). Tylko czy teraz „Idź na całość” ma na to jakąkolwiek szansę? Oczywiście, że nie. Po pierwsze dlatego, że TV4 nigdy nawet nie zbliżyło się do tego drugiego wyniku. Po drugie mamy już inne czasy, konkurencja jest większa, a i ogólnie telewidzów ubyło.
Cały ten powrót starszych produkcji może bowiem prowadzić do jednego dość smutnego wniosku. Stację robią wszystko by przeciągnąć do siebie coraz więcej nie młodszych widzów, a starszych. To oni stanowią przecież lwią część wszystkich telewidzów i choć reklamodawcy aż tak ich nie lubią, to dzięki nim można poprawić swoje wyniki.
Tak naprawdę jednak i tak będę kibicował nowemu „Idź na całość”. Przede wszystkim dlatego, że teleturniejów w naszej telewizji jest teraz jak na lekarstwo. A przecież nie może być tak, że ten wyjątkowy segment rozrywkowy zostaje tak mocno zaniedbany. Poza tym przecież kto z nas nie lubi oglądać jak ktoś tak zwykły jak my, coś wygrywa? No dobra chyba, że to akurat nasz sąsiad.

