Powiedzmy sobie szczerze rynek reklamy nie istniałby bez firm farmaceutycznych. Żadna inna branża nie wydaje tak dużo na reklamę. W zeszłym roku po podliczeniu powstała kosmiczna, z punktu widzenia chorych czekających w kolejkach, suma prawie 4,1 miliarda złotych! To oczywiście wzrost o 365 milionów złotych względem 2013 i kwota strasząca drugą w klasyfikacji branżę spożywczą, którą stać było na roczne reklamy za 515 milionów zł (najmniej oszczędzająca firma farmaceutyczna zainwestowała prawie połowę tej kwoty, bo 240 mln zł). Przy takim budżecie przez nasze media przewinęło się w 2014 roku aż 827 najróżniejszych specyfików (co ciekawe rok wcześniej było ich jeszcze więcej bo 872).
Aby mieć pełen obraz tego skąd powstają takie sumy powinniśmy zwrócić uwagę na to, że prawie 70% całej kwoty na reklamę specyfików leczniczych otrzymują telewizje (czyli ponad 2,85 miliarda złotych!), a prawie 23% idzie na spoty w radiu (ponad 0,9 mld zł). Jeśli chodzi o kategorie leków to najczęściej reklamowane są artykuły na przeziębienie, następnie najróżniejsze witaminy, specyfiki poprawiające trawienie, popularne leki przeciwbólowe i na układ krążenia.
Niech rzuci kamieniem ten kto w ciągu roku nie widział nawet przez przypadek przynajmniej jednej reklamy leku. Jednak w telewizji najbardziej denerwuje zawsze jedna i ta sama kwestia, czyli udział w spotach prawdziwych lekarzy. Przecież absurdem byłoby to, żebyśmy przyszli do gabinetu oklejonego reklamami, zobaczyli medyka z kitlem zapełnionym logami firm i dostali receptę z uśmiechem i dopiskiem ten sam specyfik, który polecam w reklamie. Ogólnie zmierzam do tego, że lekarz powinien być na tyle niezależny, żeby choremu pomóc najskuteczniejszym lekiem, a nie trochę gorszym ale z firmy, która pośrednio mu zapłaciła za udział w reklamie (lub zapewniła moc atrakcji na sponsorowanych konferencjach naukowych).
Dlatego reklamodawcy gotowi na takie zarzuty zatrudniają aktorów przebranych za lekarzy. W końcu to nic trudnego założyć kitel i stetoskop usadzić w scenografii przypominającej gabinet i kazać wygłosić formułkę (ba jeśli jest w miarę dobrym aktorem zrobi to z lepszą dykcją). No tak tylko, że reklama leków nawet przez osobę przypominającą lekarza jest nielegalna. Tyle, że nie takie prawo się obchodziło. Aktorzy/lekarze występują, ale w reklamie wyrobu medycznego, a nie zakazanego produktu leczniczego!
Widzowie zawiedzeni działalnością jakiegoś suplementu lub zdenerwowani taką ilością reklam firm farmaceutycznych raz na jakiś czas zgłaszają swoje uwagi do Komisji Etyki Reklamy. Ta jednak nie może nic zrobić, bo ostatecznie okazuje się np. że była to reklama wyrobów medycznych, a nawet zagrał w niej prawdziwy lekarz, a nie przebieraniec.
No właśnie obecność lekarzy (podpisanych własnym imieniem i nazwiskiem) w spotach produktów lekopodobnych to kolejny problem (udzielanie wizerunku w celach komercyjnych). Niby legalne, ale łamiące etykę lekarską. Tak oto trwa obecnie ponad 10 postępowań względem medyków podpisujących się pod artykułami o znikomej lub zerowej wartości leczniczej (grozi za to nawet kilkanaście tysięcy złotych kary). Głupie tłumaczenie, że lekarz nie wiedział, że może występować w reklamie niewiele wnosi. Potrzebne jest bowiem jasne prawo kończące takie naciąganie klientów. Prawo mówiące zakaz występu lekarzy i osób do nich podobnych w jakiejkolwiek reklamie, nawet kredytów, czy samochodzików dla dzieci.
