W pewnym sensie można było się spodziewać popularności pomysłu robienia sobie zdjęć samemu. W naszym zindywidualizowanym świecie, gdzie wielkomiejska anonimowość jest na porządku dziennym, a więcej przyjaciół mamy w Internecie niż w „realu”, każda możliwość pochwalenia się gdzie było się w pojedynkę jest przecież na wagę złota. Dlatego najróżniejszy przemysł korzysta z tego wytworu kultury singli i chce mieć z popularnych selfie jak największy zysk.
Tu już nie chodzi o sprzedaż kijków pozwalających na to by ten swoisty autoportret był jak najbardziej autentyczny (i co ważne przypominał zdjęcie robione przez kogoś innego, pewnie wirtualnego przyjaciela), ale o konkursy wielu firm. Przecież można je przeprowadzić w sposób w zasadzie bez kosztowy. To użytkownicy sami wrzucają swoje selfie, dodają do niego zmyślny hashtag i już pojawiają się na profilu reklamującym cokolwiek tylko się da (zgadzając się w zasadzie na umieszczenie swojego wizerunku wraz z logo). Na koniec prawdopodobnie jednej osobie z wielu chętnych przyzna się jakąś nagrodę, która jednak nie przekracza kosztów jakie należałoby wydać na większą rozpoznawalność marki.
W jaki sposób więc rozreklamować firmę wynajmującą toalety? Właśnie przez radosne selfie wrzucane przez użytkowników sieci. Włoski producent Sebach (z Florencji) kusi amatorów podróżowania wyjątkową wycieczką do Chicago. Jednak aby mieć szansę ją wygrać należy zrobić sobie samemu zdjęcie w toalecie i to nie takie zwykłe, bo zadaniem jest oddanie na twarzy jak najbardziej autentycznych emocji, które towarzysza nam podczas spełniania naszych potrzeb fizjologicznych.
Sami przyznacie, że pomysł absurdalny (podobno dla ludzi z dystansem do siebie), ale jak to bywa w Internecie i marketingu, działa. O firmie znów zrobiło się głośno, a kilkadziesiąt osób bez zastanowienia przesłała już swoje, pełne napięcia na twarzy, selfie. Całość zorganizowano wyjątkowo profesjonalnie, bo mamy piosenkę reklamująca akcję, patronów (jakimi są dwaj byli uczestnicy X-Factora), regulamin, nagrody (poza wycieczką iPhone, iPad i płyta patronującego duetu) i nawiązanie do wcześniej stworzonego przez firmę kalendarza (gdzie przez cały rok możemy oglądać zdjęcia osób, które w toalecie spełniają najniższe potrzeby człowieka).
Czy są w takim razie jeszcze jakieś granice prywatności jakich nie przekroczono? Chyba nie, bo mieliśmy już przecież selfie zaraz po seksie. Brakuje więc by to telewizja relacjonowała wydarzenia z domowych toalet, a najlepiej publicznych i to na żywo. Choć w sumie to też już znamy z Big Brothera i innych tego typu tworów. Nas Polaków ratuje tylko to, że w konkursie z selfie w toalecie mogą brać udział tylko Włosi, ale przecież prędzej czy później i u nas jakiś producent będzie chciał się tak zareklamować.
