Abonament radiowo-telewizyjny choć krytykowany przez wielu i ciągle niezastąpiony opłatą audiowizualną zaczyna przynosić Telewizji Polskiej coraz większe przychody. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji poinformowała, że prognozowany wpływ z tego tytułu w 2014 roku wyniesie 750 milionów złotych, czyli aż o 100 milionów więcej niż zakładano.
To już duża kwota biorąc pod uwagę bessę poprzednich lat. Ostatnio podobne pieniądze publiczni nadawcy otrzymywali w 2008 roku, zaś w 2011 dostali zaledwie 462 milionów. Należy oczywiście pamiętać, że kwota ta będzie podzielona na TVP i Polskie Radio. Jednak zawsze większość otrzymuje telewizja. Przykładowo w poprzednim roku do Telewizji Polskiej wpłynęło z tego tytułu 282 mln zł, a Polskiego Radia 194 mln. Co ciekawe według prognoz ta dysproporcja ma się zwiększać. To znaczy w następnym roku na radio pójdzie mniejsza kwota niż w 2013, a na telewizję większa.
Jednak kwota 750 milionów z abonamentu nadal nie jest wystarczająca. Prezes Telewizji Juliusz Braun mówił swego czasu o co najmniej 1,3 mld, czyli prawie dwa razy większej ilości pieniędzy, które również nie zagwarantowałyby końca reklam w TVP, tylko ich zmniejszenie o 2/3 oraz produkcję większej ilości programów kulturalnych. Jak to się jednak dzieje, że powiększają się wpływy z tak anachronicznego podatku jakim jest abonament?
Pierwsza kwestia to wysokość opłaty. Tak naprawdę rośnie ona co roku. W przywoływanym już 2008 roku wynosił on miesięcznie 17zł (mówimy o kwocie za radio i telewizor), natomiast w przyszłym roku będzie to już 21,5 zł. Widać więc, że w ciągu 7 lat wzrósł on o 4,5 złotego w każdym miesiącu. Tak więc spadek osób płacących był w pewnym sensie rekompensowany przez wyższą opłatę (metoda uczciwy dwa razy traci). A to zaczęło ostatecznie przynosić większy zysk.
Druga sprawa to ściągalność abonamentu. Ta zdecydowanie się poprawiła. To znaczy „uderzono” w osoby, które zarejestrowały odbiorniki i przestały za nie płacić. Pomimo, że organem kontrolującym tą sprawę jest Poczta Polska to skuteczne okazała się dopiero dalsza procedura egzekucji przez Urząd Skarbowy. Przede wszystkim opisane osoby dostają list z informacją o zaległościach, do tych często dochodzą kary. Maksymalnie należy zapłacić 1,5 tysiąca złotych. A np. gdy nie zgłosiliśmy odbiornika, a kontroler udowodni nam w tej sprawie kłamstwo, kara wynosi 579 złotych (czyli 30 razy więcej niż opłata miesięczna).
Kwestia ściągalności oczywiście nie jest idealna. Często bowiem ścigane są osoby starsze, które np. nie dopełniły obowiązku zgłoszenie się z informacją, że ze względu na wiek czy dochody należy im się zwolnienie z opłaty. Po prostu przestały płacić, a teraz muszą wszystko wyjaśniać, albo płacić odsetki.
Pomimo nadal niewystarczających wpływów z abonamentu Telewizja Polska podejmuje inne próby. Mają one na celu zmniejszyć kwotę wydatków w stosunku do otrzymywanych pieniędzy. W taki sposób m.in. zwiększyła się liczba kanałów tematycznych TVP (na każdym z nich sprzedawane są reklamy plus otrzymywana jest tzw. kwota za gniazdko od operatorów kablowych i satelitarnych), podpisana jest umowa na outsourcing pracowników, rezygnuje się z zakupu czasami zbyt drogich praw (np. mecze reprezentacji Polski w piłce nożnej), dogaduje się ze sponsorami i sprzedaje w taki sposób niektóre transmisje na urządzenia mobilne, umiejętnie wykorzystuje powtórki. Dlatego czasami można pochwalić Telewizję Polską, bo wreszcie patrzy na swój budżet. Podczas gdy jeszcze z 10 lat temu prawdopodobnie przystano by na wygórowane warunki Szkotów i pokazano wczorajszy mecz eliminacji Ligi Mistrzów, teraz rozważono za i przeciw i nie dano się szantażowi (podbiciu wynegocjowanej już oferty).
