W oparach telewizyjnego absurdu

W oparach telewizyjnego absurdu

Telewizja Polska przeżywa trudne chwile. Przynajmniej tak wynika z coraz to kolejnych badań oglądalności. No bo jak inaczej nazwać sytuację, w której zarówno Jedynka, jak i Dwójka w niedzielę uzyskuje gorszy wynik w grupie komercyjnej (telewidzów w wieku 16-49 lat) nawet od TV Puls (swoją drogą 6% udziałów w tej grupie tego kanału to jego pierwsze w historii trzecie miejsce). Łatwiej jednak od bicia się w pierś i przyznawania do błędów pracowników gmachu przy Woronicza, usłyszeć prostą regułkę. Badania oglądalności są niemiarodajne.

Po raz pierwszy usłyszeliśmy to na początku marca. Skoro „Wiadomości” uzyskują gorszy wynik od „Faktów” TVN to wszystko jasne „oglądalność TVP może być sztucznie zaniżana”. Później po tłumaczeniach firmy badawczej Nielsen, te słowa prezesa Kurskiego prostowano. No ale minął miesiąc i wracamy do punktu wyjścia.

Oficjalnie przyznano się do strat jakiejś części dotychczasowych widzów, których miejsce zajęli jednak wyborcy prawicowi. Ludzie, którzy według Kurskiego nie znajdują się w panelu badawczym. Dlaczego? Bo zamiast telemetrów w Małkini, Łomży i Kobylinie-Borzymach (94% poparcia dla prezydenta Dudy w wyborach) mamy je w sypialniach wielkich miast, w stylu Legionowo.

No i tu dyskusja się zamyka. Słyszymy o grupie 1580 domów wybranych przez firmę badawczą, a tak naprawdę jest ich 2000 (co roku 15-20% z nich się wymienia), co przekłada się na ponad 5000 widzów w wieku powyżej 4 lat (co więcej reprezentatywne są badania powyżej 1000 Polaków). Do tego są to ludzie dobrani według danych Głównego Urzędu Statystycznego i własnego „Establishment Survey” Nielsena (na 8000 gospodarstw wybieranych losowo).

Słyszymy o 297 polskich kanałach telewizyjnych ocenianych przez niby te 1580 paneli. Choć w rzeczywistości są to tylko 164 stacje badane przez Nielsena (i jak wspomniałem 2000 gospodarstw). Znikome procenty niektórych z nich to przecież wina tego, że nie każdego w naszym kraju stać na pełne pakiety operatorów satelitarnych, czy kablowych.

Nie możemy też popadać w skrajności w skrajność, czyli badać oglądalność według wyników wyborów (logicznie ma być branie pod uwagę miejscowości z 94% poparciem dla prezydenta w stosunku do wyniku ogólnego wyborów 51,55% do 48,45% i ponad 44% głosujących, którzy w ogóle nie poszli do urn?).

Łatwiej jest jednak zrobić takie same badanie jak to zrobiło TV TRWAM i wykazać, że ogląda nas 9,5 mln Polaków, a nie rekordowe 132,2 tysiąca z telemetrów Nielsena (przypomnę, że z 1087 badanych 30% oglądało TRWAM, więc 30% z 36957061 dawało te ponad 9,5 mln). Z taką metodologią to i „Wiadomości” śledzić będzie pewnie ponad 30 mln, a i odpływ 2 mln widzów pomiędzy „Telexpresem”, a studiem o Smoleńsku uda się wytłumaczyć. Oby więc Narodowy Instytut Badawczy (który ma powstać i w przyszłości oceniać oglądalność zamiast Nielsena) nie szedł tą drogą.