W ramówkach po staremu

Polskie stacje telewizyjne już jakiś czas temu znalazły typy programów będących żyłami złota. Po co więc się wysilać, jeśli rok 2016 ma być prawie identyczny pod względem ramówki, jak 2015. Potwierdza to także prezentacja ramówki TVN i dotychczasowe propozycje innych największych kanałów.

Pierwsza żyła złota to gotowanie. Polacy wprost uwielbiają oglądać to jak powstają najróżniejsze potrawy oraz przy okazji jak krytykowani są kucharze amatorzy. Znamy już takie formaty jak „MasterChef”, „Hell’s Kitchen”, „Top Chef” oraz „Kuchenne rewolucje”. Teraz do tego wszystkiego dojdzie jeszcze „MasterChef Junior”, w którym zobaczymy jak kulinarnie utalentowane są polskie dzieci.

No właśnie, dzieci to druga żyła złota. Od czasu „Małych Gigantów” nasze stacje telewizyjne zauważyły jak duży potencjał jest w formatach, w których występują najmłodsi (swoją drogą można było to stwierdzić gdy widzieliśmy dzieci chociażby w „Mam Talent”, a jeszcze wcześniej np. w „Od przedszkola do Opola”). Dzieci są po prostu wzruszające, a nic tak nie przykuwa uwagi widza jak interesująca historia życiowa (przecież część z uczestników takich programów wywodzi się z biedy).

Po trzecie lubimy oglądać to co już znamy. Zgodnie z taką maksymą polski stacje telewizyjne stawiają na kilkadziesiąt edycji tego samego programu, a ostatnio w takich powtórkach posunięto się jeszcze dalej. Otóż niektórzy producenci postawili sobie a cel, żeby zamiast wymyślać czegoś nowego, wskrzeszać lubiane, ale dawno nie widziane formaty telewizyjne. Niech przykładem będzie chociażby „Agent”, w którym tym razem wystąpią celebryci (poza tym mówi się o powrocie „Sondy”, a widzowie najbardziej domagają się powrotu „Milionerów”).

Czwartą żyłą złota są Ci przed chwilą wspomniani celebryci. Istnieje przekonanie, że program z gwiazdami przyciąga więcej widzów i gromadzi wtedy wszystkich fanów, każdego uczestnika takiego programu. Ma to jakiś sens, ale sprawia, że powinniśmy mieć w kraju kilkaset topowych gwiazd. Kończy się więc tym, że w większości nie wiemy kim są ci celebryci i dopiero poznajemy ich w trakcie kolejnych odcinków. To wystarcza jednak na dobrą oglądalność (spójrzcie ile razy myśleliśmy, że brakuje już uczestników do „Tańca z gwiazdami”).

Taniec, talenty, jak i śpiew złączyłbym w jedną kategorię, która również gwarantuje sukces stacjom telewizyjnym. Przede wszystkim jednak kanały, aby zdobyć sporą oglądalność nie chcą ryzykować. To ryzyko również w 2016 roku nikomu się nie opłaci. Gdyż nawet największa inwestycja w sprawdzony format zagraniczny nie uda się, gdy nie będzie on dostosowany do naszych realiów (zobaczymy jak wypadnie „Projekt Lady”) lub wywoła więcej komentarzy szyderczych od słów zachwytu (patrz „Celebrity splash”). A za rok znowu to samo, co najwyżej ze zmienionymi tytułami i transferami prowadzących, czy celebrytów z jednej stacji do drugiej.