Kibic pozywa telewizję, czyli o anonimowości na stadionach

Rzecz działa się w USA. Podczas absolutnie topowego meczu baseballu (New York Yankees – Boston Red Sox) jeden z kibiców najzwyczajniej w świecie zasnął. Co oczywiście zauważył realizator transmisji i w przerwie pokazał śpiącego fana. Tym samym nie dość że zobaczyli go widzowie ESPN, to komentatorzy postanowili na wizji z całej sytuacji zażartować. Po obejrzeniu powtórki kibic postanowił pozwać stację do sądu.

Domaga się 10 milionów dolarów, które mają mu zrekompensować straty moralne i leczenie załamania nerwowego, które podobno było wynikiem tego wydarzenia. Co więcej przy okazji pozwał też o to samo amerykańską federację baseballu, która przecież zawiniła chyba tylko tym, że postanowiła sprzedać mu bilet i pozwoliła ESPN na transmisję spotkania. Postanowiłem się wsłuchać w to co naprawdę powiedzieli komentatorzy.

Nie doszukałem się tam jakiś strasznych obelg. Mówili o tym, że to dopiero czwarte wybicie a on już śpi, czy podczas uderzenia gdy 45000 ludzi wstało i cieszyło się również spał, albo że rozsiadł się bardzo wygodnie więc na pewno śpi już od dłuższej chwili, czy też kim jest facet siedzący obok niego, czy przyszedł on sam czy woli nie budzić widza obok. A co wywnioskował z tego sam kibic. Twierdzi, że przedstawiono go jako mało inteligentnego, niegodnego nazywać siebie fanem Yankees i będącą symbolem porażki tłustą krową zajmującą dwa miejsca. Jak widać to już trochę duża nadinterpretacja.

Wiadomo jak wygląda amerykańskie tradycje sądownicze. Byli przecież ludzie, którzy wygrywali z dużą korporacją oto, że poparzyli się gorącą kawą a na kubku nie było napisane uwaga gorące. Prawdopodobnie to w takim kierunku postanowił pójść wspomniany kibic. Zawsze przecież może otrzymać jakiś ugodowy ekwiwalent od stacji za wycofanie pozwu.

Pisałem już o kwestii rasizmu w komentarzu dotyczącym spotkania reprezentacji Algierii. Tu sprawa jest podobna w takim sensie, że komentator ma kilka sekund na relację. Otrzymuje gotowy obrazek od realizatora, o którym ma mówić. Na ekranie pojawił się śpiący kibic, była przerwa w grze to czemu zabawnie o tym nie opowiedzieć. Jeśli więc nie przekroczona została żadna z granic kultury języka można powiedzieć, że nic się nie stało. Co więcej fan czując się zmęczony mógł bowiem oddać czy sprzedać bilet komuś innemu (albo w ogóle go nie kupować). Wyspać się w domu, a mecz nagrać i zobaczyć później powtórkę. Wtedy na pewno byłby nadal zupełnie nieznanym obywatelem i nie miał żadnych pretensji.

Pozostaje kwestia wyjaśnienia jak to wygląda u nas i czy można wyspać się podczas meczu? Oczywiście dla bezpieczeństwa na stadionach są kamery, nie można zasłaniać swojej twarzy itp. Z góry również wiadomo jakie spotkanie będzie transmitowane przez telewizję. W takim wypadku każdy kibic kupujący bilet zawiera z organizatorem umowę. Pomimo braku jako takiego podpisu ze swojej strony zgadza się bowiem na upublicznienie swojego wizerunku w związku z wydarzeniem. Przykładowy punkt regulaminu na ten temat brzmi: „osoby obecne na meczu zgadzają się, że ich głos, wizerunek i podobizna mogą zostać nieodpłatnie wykorzystane w transmisji na żywo lub z odtworzenia, za pośrednictwem ekranów wizyjnych i innych metod przesyłu i rejestracji danych, na fotografii lub za pośrednictwem innych współczesnych i/lub przyszłych technologii medialnych”. Tak więc lepiej po prostu nie zasypiać, choć niestety są mecze szczególnie w polskiej lidze, które do tego skłaniają. Dlatego lepiej już zobaczyć je w telewizji i zasnąć na własnym fotelu w domu.