Niedziela 5 czerwca i tradycyjnie emitowany w Polsacie program interwencyjny „Państwo w państwie”. Kolejny już dość ciężki gatunkowo temat (morderstwo dwójki dzieci sprzed 27 lat). Nagle jednak dzieje się coś zaskakującego. Coś co tylko potwierdza, że mówimy o telewizji na żywo. Na główną scenę, z publiczności, wyskakuje kobieta z dzieckiem. Zaskoczenie tym większe, że jak szalona zaczęła wykrzykiwać, iż oszukał ją milioner Jan Kulczyk, który tak naprawdę nadal żyje. Potem w tej sprawie udała się do Donalda Tuska, który jej nie pomógł, a teraz jest zastraszana i boi się o życie swoje oraz dziecka (co ważne ma na to dowody, których stacja nie pokazała).
No i się zaczęło. Oczywiście kobietę w chwilę wyprosiła ze sceny ochrona i kazano jej czekać na swoją kolej. Jednak nie udało jej się przedstawić swoich argumentów widzom programu, gdyż prowadzący „Państwo w Państwie” nie pozwolił jej się wypowiedzieć (wskazując na brak szacunku w stosunku do innych uczestniczących w programie). Oczywiście takie postawienie sprawy nie spodobało się wielu Internautom, którzy chcieli prawdy i dopuszczenie kobiety do głosu.
W tym momencie pojawia się jednak inne pytanie. Owszem to program na żywo i zdarzyć się może wszystko, ale czy nie powinno się lepiej kontrolować kto zostaje zaproszony i w jakiej sprawie? Tu nie chodzi akurat o tę kobietę, ale o masę różnych frustratów żyjących wśród nas, którzy tak jak nie dawno ojciec dziecka z pieluchą w restauracji, mogą strzelać z pistoletu kulkowego i rozbić szybę w radiowozie głową ze zwykłej wściekłości. Ja natomiast z praktyki wiem, że akurat jak bywałem na publiczności jednego z programów to nie sprawdzano obecności jakiejkolwiek broni, bo ważniejsze było to czy nikt nie zrobi zdjęcia i nie wrzuci go do sieci.
Na koniec jeszcze jedna refleksja. To było „Państwo w państwie” program, w którym nie wiemy czy coś nie zostało specjalnie wyreżyserowane by zwiększyć oglądalność i zainteresowanie widzów. Do tej pory pamiętam bowiem ogłoszenie, chyba jeszcze z zeszłego roku, gdy szukano dziewczyny, która za większą stawkę niż normalny członek publiczności, będzie udawać odurzenie dopalaczami lub narkotykami (najpierw odbędzie się próba, przed emisją na żywo). Ostatecznie chyba wiarygodnej aktorki nie udało się znaleźć, bo o takim przypadku również wspomniałyby inne media, ale odpowiada to w pewnym stopniu na pytanie czy rzeczywiście wszystko w podobnych produkcjach telewizyjnych jest nieplanowane i na żywo.

