Wojciech Mann przeklina, ale przywraca wiarę w ludzi

Powiedzmy sobie szczerze niewielu z nas spodziewało się przekleństwa od gwiazdy eteru jaką jest Wojciech Mann. Otóż podczas programu „W tonacji Trójki” dziennikarzowi komentującemu piosenkę zespołu Kasabian wymsknęło się nieparlamentarne słowo (chwilę później uznane za „hulaj”). Jednak nie o to w tej sprawie tak naprawdę chodzi, a o reakcję słuchaczy.

Jeszcze nie tak dawno pisałem o sprawie audycji „Dzień dobry bardzo” Radia Zet. Tam przekleństwa padły poza anteną, a nadal włączony był dźwięk w Internecie. Po czym ktoś to nagrał i szybko „rozprowadził” w sieci. W związku z czym zastanawiałem się czy przypadkiem ktoś w studiu nie zrobił tego na złość (nie wcisnął guzika), ktoś drugi skorzystał z okazji i wyszło to na jaw. A przecież wszystko działo się już po audycji, czyli nie na antenie.

W przypadku Wojciecha Manna sytuacja jest zupełnie inna. Pomimo, że słowo padło na żywo to o wpadce, gdyby nie tzw. sezon ogórkowy najprawdopodobniej byśmy się nie dowiedzieli. Dziennikarze postanowili podjąć temat dopiero tydzień po audycji. Co więcej nikt ze słuchaczy nie zdecydował się tego zaskarżyć do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

I tu przechodzę do meritum. Otóż moim zdaniem cała ta sprawa przywraca wiarę w ludzi oraz w Internautów. Do tej pory było tak, że nie mijały minuty gdy jakieś afery (tego typu) rozprzestrzeniały się w sieci. Tutaj wykazano wyjątkową kulturę, to znaczy starano się o wpadce zapomnieć i nie informować. Poza tym wystarczy spojrzeć na komentarze pod artykułami na ten temat.

W zasadzie każdy darzy tam Wojciecha Manna szacunkiem. Uznaje go za swój autorytet, a sprawę za zwyczajne przejęzyczenie. Powiem więcej w zasadzie każdy jest za zakończeniem dyskusji na ten temat i zajęciem się wieloma poważniejszymi kwestiami. A to już coś nowego w czasach gdy komentarze pod Internetowymi artykułami są pełne zajady i anonimowego opluwania . Oczywiście zdarzają się głosy przeciwne, ale są zdecydowaną mniejszością (co ciekawe więcej ich można znaleźć na portalach branżowych).

Całość pokazuje, że brać Internetowa może być normalna. Może wybaczać błędy, zapominać o konfliktach, czy nie pisać tylko o partiach politycznych (przy okazji wzajemnie się obrażając). Należy zrozumieć, że każdy ma prawo do swojego zdania. Chyba że jest jeszcze inaczej i większość negatywnych komentarzy wpisują osoby na tym zarabiające, mające za zadanie tylko rozbudzić ostrą dyskusję. A Ci którzy tak naprawdę komentują widząc to z wymiany zdań zwyczajnie rezygnują. Dobrze, w takim razie, że chociaż tym razem pokazali, że istnieją.